Czy powstańcy styczniowi strzelali z tych samych karabinów co żołnierze spod Gettysburga? Częściowo tak — i to dosłownie. Enfield P1853 i austriacki Lorenz wz. 1854 stały po obu stronach Atlantyku.
Ta sama broń? Uzbrojenie strzeleckie powstania styczniowego (1863–1864) a arsenały wojny secesyjnej (1861–1865)
Abstract. Powstanie styczniowe i wojna secesyjna rozgrywały się w tym samym czasie, na tym samym etapie rewolucji technicznej w broni strzeleckiej i przy udziale tych samych europejskich pośredników handlowych. Niniejszy artykuł odpowiada na pytanie, czy powstańcy używali tej samej broni palnej co strony amerykańskiego konfliktu. Odpowiedź jest dwuczłonowa: w warstwie typu i modelu — tak, miejscami dosłownie; w warstwie arsenału jako całości — nie, ponieważ wojna secesyjna była wojną przemysłową z odtylcowcami, nabojem scalonym i bronią powtarzalną, a powstanie — wojną partyzancką, w której najliczniejszym „karabinem” była strzelba myśliwska, a nierzadko kosa.
1. Odpowiedź w skrócie
Gdyby zadać to pytanie w formie najprostszej — „czy powstaniec z 1863 r. i żołnierz spod Gettysburga mieli w rękach to samo?” — poprawna odpowiedź brzmi: często tak, ale z zupełnie innych powodów, niż sugeruje intuicja. Nie dlatego, że istniał jakiś wspólny „standard epoki”, lecz dlatego, że oba konflikty były obsługiwane przez ten sam europejski rynek nadwyżek zbrojeniowych, w tym samym momencie, gdy karabin kapiszonowy z gwintowaną lufą osiągnął szczyt swoich możliwości, a odtylcowa rewolucja dopiero się rozpoczynała.
Konkretnie:
- Wspólna technologia. Podstawą obu arsenałów był odprzodowy karabin kapiszonowy z lufą gwintowaną, strzelający pociskiem ekspansyjnym (system Minié) lub kompresyjnym (system Wilkinson–Lorenz). Ten sam zestaw wynalazków — kapiszon, gwint, nowa amunicja — zwielokrotnił skuteczność ognia piechoty w obu armiach i w obu teatrach wojny [1].
- Wspólne modele. Brytyjski Enfield Pattern 1853 kal. .577 był drugim najpowszechniej używanym karabinem piechoty wojny secesyjnej [6] i równocześnie pozycją, którą powstaniec opisywał jako „belgijczyk” lub „sztuciec” [1]. Austriacki Lorenz wz. 1854/1862 — trzeci najpopularniejszy karabin wojny secesyjnej, oceniany na ok. 300 tys. importowanych egzemplarzy [11] — jest bardzo prawdopodobnie tym, co w pamiętnikach powstańców figuruje jako „karabin belgijski” [1].
- Wspólny rynek. Belgijskie Liège, Londyn, Genua, Wiedeń, Hamburg — te same miasta, ci sami producenci, czasem ci sami pośrednicy zaopatrywali Komisję Broni Rządu Narodowego i agentów konfederackich. Liège sprzedawało w latach 1861–1864 jednocześnie Południu i Polakom, a skala amerykańska windowała ceny i absorbowała najlepszy towar [1][2].
- Różnica jakościowa. Stany Zjednoczone i Skonfederowane Stany miały jednak to, czego powstanie nie miało i mieć nie mogło: przemysł, kolej, telegraf, fabryki broni, odtylcowce, broń powtarzalną i nabój scalony. Spencer — pierwszy wojskowy karabin powtarzalny na nabój metalowy — powstawał w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy i pozwalał wystrzelić ok. 20 celowanych strzałów na minutę [9]. W powstaniu najbliższym odpowiednikiem tego doświadczenia był jeden szesnastostrzałowy karabin Henry’ego, w rękach hrabiego Jana Działyńskiego pod Ignacewem [1].
- Różnica ilościowa i strukturalna. Jesienią 1863 r. w Królestwie pod bronią stało ok. 14 tys. powstańców, z czego 7,6 tys. strzelców, 1,6 tys. kosynierów i 4,5 tys. jazdy [12]. Wiosną tego roku ok. 28–29 tys. ludzi, ale tylko ok. 30% z nich miało jakąkolwiek broń palną, przeważnie myśliwską [12]. To nie jest armia secesyjna.
Innymi słowy: to była ta sama generacja broni, ale nie ta sama wojna.
2. Co właściwie znaczy „ta sama broń”?
Zanim padnie porównanie modeli, trzeba ustalić jednostkę porównania. Broń strzelecka połowy XIX w. nie dzieli się na „karabiny” i „pistolety”, lecz na kilka nakładających się na siebie warstw: sposób ładowania (odprzodowa/odtylcowa), sposób zapłonu (skałkowy/kapiszonowy/iglicowy), przewód lufy (gładki/gwintowany), amunicja (kula/ pocisk ekspansyjny/nabój scalony) i mechanizm (jednostrzałowy/powtarzalny). Dwa karabiny mogą wyglądać identycznie, a należeć do dwóch różnych epok technicznych.
2.1. Kapiszon i zamek kapiszonowy
Punktem wyjścia jest kapiszon — miedziana miseczka wypełniona piorunianem rtęci — oraz praktyczny zamek przystosowany do jego użycia. W stosunku do skałkówki rosła szybkostrzelność i, co ważniejsze, niezawodność: nie trzeba było podsypywać panewki prochem, a piorunian praktycznie eliminował niewypały [1]. Na przełomie lat 30. i 40. XIX w. wszystkie nowoczesne armie rozpoczęły gigantyczne przezbrajanie. Zrazu przerabiano skałkówki na kapiszonowce — i to jest ważny trop dla Polski, gdzie takie właśnie przeróbki, dokonywane przez wiejskich ruszników, stanowiły istotną część „arsenału” powstańczego — szybko jednak ruszyła produkcja całkiem nowych wzorów [1].
2.2. Gwint i problem ładowania
Zalety lufy bruzdowanej znano od dawna. Kłopot był banalny i zabójczy zarazem: przy ładowaniu od przodu kulę trzeba było wbić w przewód lufy tak, by ciasno weszła w gwint. To wymagało czasu, siły i stempla, więc sztucerów używano oszczędnie, w elitarnych formacjach strzelców [1]. Rozwiązaniem okazał się pocisk o kalibrze mniejszym od wewnętrznej średnicy lufy, który po włożeniu wpasowywano w gwint uderzeniami stempla — opierał się wtedy na ściankach komory nabojowej, węższej niż przewód lufy, albo na specjalnym trzpieniu. Zwieńczeniem tych prac było przyjęcie w większości armii w latach 50. broni dostosowanej do pocisków ekspansywnych (system Minié) lub kompresyjnych (system Wilkinson–Lorenz), niewymagających dobijania stemplem [1].
2.3. Dwie szkoły amunicji
Różnica między nimi jest techniczna, ale ma bezpośrednie konsekwencje dla pytania o „tę samą broń”.
W systemie Minié pocisk walcowato-stożkowy ma wydatne wgłębienie w dennej części; w momencie strzału ścianki pęcznieją i wchodzą w gwint. W systemie kompresyjnym pocisk nie ma wgłębienia, natomiast ma dookolne głębokie bruzdy, które pod ciśnieniem gazów prochowych ściskają i skracają pocisk, wciskając go w bruzdy lufy [1]. Pierwszy system kojarzy się z Enfieldem i Springfieldem, drugi — z Lorenzem. Konsekwencja praktyczna: karabin na pociski Minié i karabin na pociski kompresyjne tego samego kalibru nie są wymienne amunicyjnie, nawet gdy średnice luf są zbliżone. A powstańcza amunicja była dobierana „na oko”, o czym jeszcze będzie mowa.
2.4. Wojna krymska jako poligon
Nowa broń przeszła chrzest bojowy w wojnie krymskiej (1853–1856). Żołnierze francuscy, a zwłaszcza angielscy, mieli w większości karabiny gwintowane lub gładkolufowe z udoskonaloną amunicją; Rosjanie natomiast dysponowali bronią gładkolufową — tylko w batalionach strzelców i częściowo w pułkach jegierskich znajdowało się trochę sztucerów. Sprzymierzeni mogli więc razić zwarte kolumny carskich sołdatów celnym ogniem z bezpiecznej dla siebie odległości, nawet do 1000 m, podczas gdy skuteczny strzał z karabinów gładkolufowych nie przekraczał 200 m [1].
Skutek był podwójny i dla Polski brzemienny. Po pierwsze, Rosja poniosła prestiżową porażkę i w ciągu kilku lat uzbroiła większość pułków liniowych w nowoczesną broń gwintowaną, porównywalną z konstrukcjami zachodnioeuropejskimi — karabiny wz. 1856/58 kal. 15,2 mm strzelające pociskami Minié [1]. Po drugie, w Europie powstał ogromny zasób przestarzałej, ale sprawnej broni, którą wyparto z magazynów. Ten zasób trafił na rynek — i na tym rynku pojawili się zarówno Amerykanie, jak i Polacy.
To jest właśnie ów wspólny mianownik: nie „ten sam karabin”, lecz ta sama fala przezbrojenia, która wyrzuciła na rynek miliony sztuk broni o zbliżonych parametrach i uczyniła z Europy wielki „market” uzbrojenia.
3. Arsenał wojny secesyjnej: przemysł, import, powtarzalność
Wojna secesyjna jest dla naszego pytania punktem odniesienia nie dlatego, że była „nowoczesna”, ale dlatego, że pokazuje, co się dzieje, gdy rewolucja strzelecka spotyka przemysł. To rozróżnienie jest kluczowe: technologicznie oba konflikty są sobie bliskie, industrialnie — dzieli je przepaść.

Ryc. 1. Trzej jeńcy konfederaccy pod Gettysburgiem, lipiec 1863. Fotografia z epoki — wojna, w której obie strony miały dostęp do europejskiego rynku broni. Źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna.
3.1. Springfield Model 1861: wzorzec Północy
Podstawowym karabinem piechoty Unii był Springfield Model 1861 — odprzodowy karabin gwintowany kal. .58, z lufą o długości 41 cali (ok. 100 cm) i masie całkowitej ok. 9 funtów (4,1 kg), strzelający kulą Minié [8]. Jego celownik — proste, odchylane listwy — był mniej precyzyjny niż drabinkowy celownik Enfielda, ale za to tańszy w produkcji i bardziej odporny na zniszczenie w polu [8]. To doskonały przykład amerykańskiego pragmatyzmu zbrojeniowego: nie najlepsza broń, lecz broń, którą można wyprodukować w setkach tysięcy egzemplarzy w kraju, bez zależności od importu.
![]()
Ryc. 2. Springfield Model 1861 kal. .58 — podstawowy karabin piechoty Unii, produkowany seryjnie w kraju. Zbiory Smithsonian Institution. Źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna.
3.2. Enfield Pattern 1853: karabin dwóch wojen
Brytyjski Enfield Pattern 1853 to karabin gwintowany kal. .577, na pociski typu Minié, z lufą 39 cali (99 cm), trzema bruzdami i skrętem gwintu 1:78, mocowaną do łoża trzema metalowymi opaskami — stąd potoczna nazwa „three band” [6]. Ładunek prochowy wynosił 2½ drachmy, czyli 68 granów (4,4 g), a pocisk to typowo 530-granowy (34 g) Boxer/Pritchett [6].
W wojnie secesyjnej był drugim najpowszechniej używanym karabinem piechoty, ustępując tylko Springfieldowi Model 1861 [6]. Badania brytyjskich oficerów nad uzbrojeniem konfederackich sił zachodnich pokazują dynamikę przezbrojenia: na początku wojny blisko 70% żołnierzy miało broń gładkolufową, np. Model 1842 Springfield, a w późniejszym badaniu ponad 75% miało już karabin, głównie Pattern 1853 Enfield [6].
Skala importu robi wrażenie: blisko milion egzemplarzy karabinów typu Enfield sprowadziły obie strony, co czyni je drugą najliczniejszą rodziną broni długiej tej wojny; same tylko brytyjskie P53 w rękach wojsk konfederackich ocenia się na blisko 300 tys. sztuk [10]. To liczby, o których w Polsce 1863 r. można było tylko czytać w gazetach.
![]()
Ryc. 3. Enfield Pattern 1853 kal. .577 — drugi najliczniejszy karabin wojny secesyjnej i równocześnie pozycja z polskich dokumentów zakupowych. Zbiory Smithsonian Institution. Źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna.
3.3. Lorenz: austriacki trzeci gracz
Austriacki Lorenz wz. 1854, ulepszony w wz. 1862, to także odprzodowy karabin kapiszonowy, konstrukcyjnie bliski Enfieldowi i Springfieldowi [7]. Kaliber lufy .5473 (ok. 13,9 mm) — nieco mniejszy niż .577 Enfielda i .58 Springfielda [7]. Zamek oparty na komorze z trzpieniem (tige) był bardziej podatny na zanieczyszczenie i trudniejszy w czyszczeniu niż systemy Minié, wymagał też od żołnierza konkretnego rytuału ładowania [7].
W wojnie secesyjnej Lorenz był trzecim najpowszechniej używanym karabinem, a szacunki mówią o ok. 300 tys. importowanych egzemplarzy [11]. Armia Unii kupowała go masowo i kazała rozwiercać lufy do .58, by strzelał standardową amunicją Springfielda; niektóre wczesne transporty konfederackie rozwiercano w Belgii do .57, żeby pasowały do amunicji brytyjskiej. Mimo tych przeróbek, w obu armiach najczęściej używano oryginalnego kalibru .54 [7]. To szczegół, który powie nam coś ważnego o „belgijczykach” z Polski: rozwiercanie luf w Belgii było w tym okresie zwyczajną praktyką handlową, a nie polską osobliwością.
![]()
Ryc. 4. Lorenz wz. 1854 kal. .547 — austriacki karabin, który w wojnie secesyjnej był trzeci pod względem liczby importowanych sztuk, a w powstaniu najprawdopodobniej krył się pod nazwą „belgijczyk”. Zbiory Smithsonian Institution. Źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna.
3.4. Rewolwery
Rewolwer był w obu konfliktach przedmiotem pożądania, ale z różnych przyczyn. W armiach amerykańskich był bronią uzupełniającą, masowo produkowaną: Colt Model 1851 Navy osiągnął ok. 215 tys. egzemplarzy produkcji krajowej i ok. 42 tys. w londyńskiej filii Colta [13]. W oddziałach powstańczych był bronią prestiżową, niemal oficerską: instrukcja z lipca 1863 r. przewidywała na batalion 676 ludzi zaledwie 27 rewolwerów i 7 pistoletów, przy 232 sztucerach [1]. Inna skala, inna funkcja.
Ryc. 5. Spencer Carbine Mod. 1865 kal. .50 — broń powtarzalna na nabój scalony, produkowana w ponad 200 tys. egzemplarzy. W powstaniu styczniowym czegoś takiego praktycznie nie było. Źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna.
3.5. Skok jakościowy: odtylcowce, naboje scalone, powtarzalność
I tu jest granica, której przekroczyć nie mogło powstanie. Wojna secesyjna to nie tylko masowy odprzodowy karabin gwintowany, lecz także:
- broń odtylcowa z zamkiem iglicowym lub dźwigniowym (Dreyse, Sharps, Burnside, Maynard);
- nabój scalony z łuską metalową, który eliminuje cały rytuał ładowania i czyni strzał niezależnym od pogody i pośpiechu;
- broń powtarzalna: Spencer, pierwszy wojskowy karabin powtarzalny na nabój metalowy, wyprodukowany w ponad 200 tys. egzemplarzy, z zamkiem dźwigniowym i magazynkiem; z szybkoładowaczem Blakeslee pozwalał na ok. 20 celowanych strzałów na minutę [9]; karabin Henry’ego, protoplasta winchestera, z rurowym magazynkiem pod lufą;
- przemysł zbrojeniowy, kolej i telegraf, które pozwalały te wynalazki dowieźć, naprawić i zaopatrzyć w amunicję.
Powstanie styczniowe miało z tego katalogu dokładnie dwie pozycje: pojedyncze sztuki broni odtylcowej (pruski Dreyse) i pojedyncze sztuki broni powtarzalnej (Henry). Reszta była technologią odprzodową, kapiszonową i jednostrzałową — czyli tą samą, którą w Ameryce uznawano już za schyłkową.
Tu też trzeba od razu powiedzieć rzecz, która w polskiej publicystyce bywa mieszana: wojna secesyjna nie była „wojną nowoczesną” w sensie powszechnej broni odtylcowej. Przez większość wojny obie armie strzelały z odprzodowych gwintowanych karabinów kapiszonowych. Nowoczesność była wąskim strumieniem — kawaleria i piechota konna Unii, wybrane pułki, snajperzy. Ale ten wąski strumień istniał, rozwijał się i był produkowany fabrycznie. W Polsce nie istniał wcale.
4. Punkt startowy: „Poszli nasi w bój bez broni…”
22 stycznia 1863 r. do walki wystąpiło 5–7 tys. powstańców uzbrojonych w kilkaset sztuk broni palnej, w większości myśliwskiej [1]. To zdanie z artykułu Michała Mackiewicza jest najlepszym możliwym punktem wyjścia, bo zawiera trzy informacje naraz: o liczebności, o materiale i o proporcji. Kilkaset sztuk na kilka tysięcy ludzi oznacza, że broń palna była dobrem reglamentowanym, a nie standardem wyposażenia.
Dlaczego tak się stało? Odpowiedź nie jest romantyczna, lecz administracyjna. Ostatnia polska armia, regularna i dobrze uzbrojona, przestała istnieć w 1831 r. W kraju nie było przemysłu zbrojeniowego, brakowało doświadczonych kadr, a co za tym idzie — nie rozwijano nowoczesnej myśli wojskowej. Zbrojeniowa rewolucja odbyła się poza Polską, a na terenie zaboru rosyjskiego nowoczesnej broni nie było, nie licząc tej w arsenałach i rękach rosyjskich żołnierzy [1].
Co więcej, władze carskie aktywnie dbały o to, by „krnąbrni poddani” byli zdemilitaryzowani. W 1861 r. skonfiskowano około 7 tys. sztuk broni palnej [1]. Konspiracyjna produkcja krajowa mogła dostarczyć jedynie kos i pik, bo wytwarzanie broni strzeleckiej było procesem zbyt skomplikowanym, materiałochłonnym i wymagało profesjonalnych rzemieślników [1].
4.1. Mit i rzeczywistość kosy
Kosy zasługują na osobnym akapit, bo w wyobraźni zbiorowej funkcjonują jako symbol, a w źródłach jako problem taktyczny. Mackiewicz jest tu bezlitosny: choć niektórzy dowódcy i teoretycy wojskowi — zwłaszcza Ludwik Mierosławski — przywiązywali do broni drzewcowej wielką wagę, okazało się, że kosy miały iluzoryczną wartość bojową, a atak z ich udziałem kończył się najczęściej masakrą, m.in. pod Węgrowem. Nawet w epoce broni skałkowej sukcesy kosynierów zdarzały się incydentalnie, a częściej okazywali się bezsilni wobec ognia piechoty (Szczekociny, Maciejowice). Cóż dopiero w epoce karabinów gwintowanych [1].
Dane strukturalne potwierdzają ten obraz. W pierwszej fazie powstania formacje kosynierskie stanowiły przeważającą część lub zdecydowaną większość polskiej piechoty — w niektórych oddziałach nawet 75–80% [12]. Narodowe Centrum Kultury podaje podobną proporcję: chłopi uzbrojeni w kosy, piki, a nawet halabardy stanowili w oddziałach nawet 80% składu [3]. To nie była armia z karabinami i dodatkiem kos; to była armia z kosami i dodatkiem karabinów.
Ryc. 6. Błogosławieństwo kosynierów — ilustracja z 1910 r., nie fotografia z pola bitwy. Kosy osadzone na sztorc, krzyż i sztandar: ikonografia powstania bardziej niż jego taktyka. Źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna.
4.2. Broń myśliwska jako broń wojenna
Najbardziej dostępnym uzbrojeniem okazała się broń myśliwska. Sztucery, dubeltówki i wszelkiego rodzaju strzelby stanowiły większą część powstańczego uzbrojenia — i najczęściej posiadali je oficerowie, którzy jako szlachta dysponowali właśnie bronią myśliwską [3]. Muzeum Arsenał ujmuje to jeszcze dobitniej: w chwili wybuchu walk dysponowano praktycznie tylko cywilną bronią myśliwską — kapiszonowymi sztucerami i dubeltówkami — oraz zwyczajowo posiadanymi przez szlachtę szablami [4].
Zasięg i charakter tej broni były fatalne w porównaniu z wojskową. Typowa palna broń myśliwska, szczególnie śrutowa lub małokalibrowa, miała niewielki zasięg skuteczny, co wymuszało podchodzenie do przeciwnika na niewielką odległość lub walkę z zasadzki [4]. F. L. von Erlach, szwajcarski oficer obserwujący polskie oddziały, opisał tę mozaikę bezlitośnie:
Broni myśliwskiej używano wszelkiego rodzaju i kalibru, począwszy od takiej, z którą poluje się kulami na wilki i dziki, aż do takiej, z której strzela się do wróbli. Przeważnie były to dubeltówki, niektóre z zepsutymi zamkami albo bez stempli, a więc całkiem bezużyteczne, niesione tylko w nadziei naprawy. Na te dubeltówki nasadzano czasem bagnety sieczne, z grubsza tylko obrobione, ale nadające się nienajgorzej do użycia, chociaż z drugiej strony przeszkadzały one trochę w celowaniu [1].
To obraz kluczowy dla całego porównania: powstańcza „broń palna” to w dużej mierze broń cywilna z dorobionym bagnetem. Na zdjęciach z epoki takie myśliwskie egzemplarze z dopasowanymi bagnetami są doskonale widoczne, co stanowi dodatkowy argument, że fotografie nie przedstawiają broni „z atelier”, lecz broń własną powstańców [1].
4.3. Podlasie jako studium przypadku
Dobrym mikrokosmosem jest Podlasie. W chwili wybuchu powstania podlaskie dysponowało ok. 4 tys. sprzysiężonych, którzy mogli dysponować jedynie sześciuset kilkudziesięcioma strzelbami myśliwskimi i pewną ilością broni krótkiej [5]. Proporcja: ok. 15% ludzi z jakąkolwiek bronią palną. Nie brakuje przy tym smaczków: Franciszek d’Abancourt walczył w Lubelskiem z kapiszonową dubeltówką z dorobionym bagnetem tulejowym [5]. To nie jest wyjątek — to norma.
4.4. Plany zdobycia arsenałów
Potrzebę zdobycia broni palnej dostrzegano i planowano ją z rozmachem. Miano ją zdobyć w rosyjskich twierdzach; tylko w Modlinie znajdowało się blisko 75 tys. karabinów i 9 mln ładunków [1]. Taka ilość z pewnością zmieniłaby oblicze polskich oddziałów, choć przewagi technologicznej Rosjan nie udałoby się zniwelować — niemal wszystkie karabiny złożone w rezerwie mobilizacyjnej były gładkolufowe [1]. Tak czy inaczej, pomysł opanowania Modlina i Cytadeli Warszawskiej spalił na panewce wskutek wykrycia przez władze carskie polskich zamiarów i rozbicia organizacji spiskowej [1].
Marian Langiewicz, przybywając do Polski, „musiał sobie zadać gwałt, żeby nie wybuchnąć śmiechem”, gdy dowiedział się, jakich zdobyczy spodziewali się Polacy na pobitych Rosjanach [3]. Jego własna diagnoza województwa sandomierskiego była równie gorzka: wydawało mu się, jakoby powstanie miało być kilkugodzinnym polowaniem [1].
![]()
Ryc. 7. Marian Langiewicz, 1863. Fotografia Jana Nepomucena Seyfrieda. Langiewicz kupował karabiny we Włoszech i — jak sam przyznawał — spodziewał się, że powstanie będzie „kilkugodzinnym polowaniem”. Źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna.
5. Zakupy i przemyt: europejski market i polska logistyka
Dopiero w trakcie walk na teren zaboru rosyjskiego napływać zaczęły dostawy broni palnej z zagranicy, co wpłynęło na zmianę struktury partyzanckiego wojska — więcej było strzelców niż kosynierów — i pozwoliło kontynuować walkę aż do wiosny 1864 r. [1].

Ryc. 8. Bitwa pod Miechowem, 17 lutego 1863 — rycina Walerego Eljasza-Radzikowskiego. Epizod z okresu, gdy broń dopiero napływała, a oddziały były uzbrojone nierówno. Źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna.
5.1. Skala: ile właściwie kupiono
Tu zaczyna się problem, który sam w sobie jest ciekawym przyczynkiem do historii liczb. Mamy trzy różne rzędy wielkości:
- ok. 80 tys. sztuk — szacunek ogólny Mackiewicza, przy zastrzeżeniu, że nie wiadomo, ile z tego dotarło do rąk powstańców [1];
- ok. 70 tys. sztuk — ustalenie Janusza Wojtasika, przywołane w artykule o zakupach w Liège [2];
- 200 tys. karabinów, z których „tylko co dziesiąty dotarł do powstańców” — wersja popularnonaukowa NCK [3].
Te liczby nie muszą się wykluczać, jeśli rozdzielimy zakupy, wysyłki i dostawy. NCK mówi o zakupach i o tym, że dotarł co dziesiąty — czyli efektywnie ok. 20 tys. sztuk w rękach. Wojtasik i Mackiewicz mówią o ok. 70–80 tys. zakupionych. Wersja NCK jest najbardziej pesymistyczna, ale też najbardziej zgodna z tym, co wiemy o stratach transportowych.
5.2. Liège: fabryka i komisja
Najlepiej udokumentowanym ośrodkiem jest belgijskie Liège. Aleksander Guttry, dyrektor komisji w Poznaniu, uciekł właśnie tam — do jednego z głównych ośrodków przemysłowych XIX-wiecznej Europy Zachodniej [2]. W sumie komisja zakupiła około 16 tys. sztuk broni za mniej więcej 700–800 tys. franków belgijskich [2]. Według jednego z raportów firma przetestowała i zatwierdziła do użytku 49 807 sztuk broni, a rozliczenia wymieniają m.in. 13 043 karabinów, 5025 karabinów Enfield, 1639 pistoletów i 1500 sztuk broni białej; inny, być może końcowy raport odnotowuje 7034 karabiny francuskie (4083 nowe i 2951 zmodyfikowanych) obok 6935 Enfieldów i 1600 pistoletów [2].
W świetle ostatniego raportu komisja broni kupiła 15 591 sztuk broni palnej na potrzeby powstania. Ta liczba mniej więcej zgadza się z ustaleniami Wojtasika, że w Liège zakupiono pomiędzy 18 a 19 tys. sztuk — około ¼ całej broni, którą powstańcy kupili za granicą [2].
5.3. Cena, jakość, proces
Szczegół, który mówi o realiach więcej niż niejedna statystyka: Guttry, Demontowicz i Godebski zawarli umowę z producentem Tambeurem na zakup 5000 Enfieldów po 30 franków za sztukę. Guttry odmówił przyjęcia dostawy z uwagi na jej stan, ale producent wytoczył proces i ostatecznie komisja broni musiała zapłacić za wszystkie karabiny, pomimo ich złego stanu [2].
To jest dokładnie ten mechanizm, który znamy też z zakupów konfederackich: pośrednik w warunkach wojny ma przewagę informacyjną, producent ma pośpiech i brak kontroli jakości, a odbiorca płaci za to, czego nie może odesłać. Polska nie była tu wyjątkiem — była typowym klientem.
5.4. Inne kierunki
Liège nie było jedynym kierunkiem. W dokumentach powstania przewijają się:
- Londyn: Józef Ćwierczakiewicz kupił tam 3987 karabinów z bagnetem [2]; wcześniejsze plany mówiły o zakupie 8 tys. karabinów w Londynie [4];
- Genua/Włochy: Langiewicz kupił ok. 5000 starych karabinów pruskich w Genui [2]; wcześniej podjął się zakupu 5 tys. karabinów we Włoszech [4];
- Francja: zakupy, które carscy agenci nierzadko potrafili zablokować konfiskatą [1];
- Austria: Wiedeń jako siedziba komisji broni po przeniesieniu z Krakowa [2]; Galicja jako stosunkowo bezpieczny szlak przerzutu [1];
- Belgia, Anglia, Włochy, Francja, Austria jako kraje, w których działali przedstawiciele Rządu Narodowego [1].
Przed wybuchem powstania Komitet Centralny Narodowy zebrał na ten cel do 22 stycznia 1863 r. 75 tys. rubli i powołał Komisję Zagraniczną dla Spraw Uzbrojenia, kierowaną przez Józefa Ćwierczakiewicza [4]. Agenci dysponowali nieraz kwotą 200 tys. franków w gotówce [3]. To pokazuje, że problemem nie były pieniądze, lecz przepustowość i bezpieczeństwo kanałów przerzutowych.
5.5. Geografia przemytu jako czynnik uzbrojenia
I tu dochodzimy do rzeczy, która bezpośrednio łączy się z naszym pytaniem. Europa była w owym czasie wielkim „marketem” broni, a szereg krajów pragnęło pozbyć się nadwyżek. Nieustanny proces doskonalenia konstrukcji powodował, że nowe wzory wprowadzano co kilka lat, a składnice przepełnione były wszelaką starzyzną. Producenci uzbrojenia oraz armia pośredników zbijali fortuny na Amerykanach, którzy na polach wojny secesyjnej masakrowali się wcale nie gorzej niż Europejczycy pół wieku później we Flandrii — do USA wysłano przeszło milion rozmaitych karabinów. Zarobiono i na Polakach [1].
Nabycie nie stanowiło problemu; wyzwaniem był przerzut. Carscy agenci działali nad wyraz sprawnie i nierzadko udawało im się spowodować konfiskatę już zakupionego uzbrojenia, np. we Francji. Z wielką pieczołowitością przechwytywali transporty z bronią Prusacy. Względnie bezpieczny był przerzut przez Galicję [1].
Ta geografia ma konsekwencje dla modeli broni. Oddziały operujące blisko południowej granicy były uzbrojone przede wszystkim w broń austriacką — bo tam było najbliżej i najtaniej. To wyjaśnia, dlaczego w pamiętnikach z Lubelskiego i Sandomierskiego tak często pojawiają się „austriackie sztucery”, a w dokumentach zakupowych — Enfieldy, które często nie docierały na czas.
6. Zagadka „belgijczyków”: czy powstańcy mieli Enfieldy?
To jedno z najciekawszych ustaleń Mackiewicza i zarazem najlepsza ilustracja całego problemu.
W pamiętnikach powstańców wielokrotnie pojawiają się określenia: belgijki, belgijczyki, sztucery belgijskie. Dotychczas interpretowano je dosłownie, sugerując — poparte zresztą faktem istnienia w Liège prężnie działającej Komisji Broni — że gros wojskowej broni strzeleckiej używanej w powstaniu stanowiły wzory belgijskie [1]. Brzmi logicznie: kupowaliśmy w Belgii, więc mieliśmy belgijską broń.
A jednak Erlach pisał o „karabinach rzekomo zrobionych w Belgii”, na zewnątrz niezupełnie wykończonych, bez cechy fabrycznej albo innych znaków, których gwinty, zamek i bagnet sieczny nadawały się wybornie do użycia w polu; krótka lufa usprawiedliwiała nazwę „sztuciec” [1]. Szwajcarski oficer najwyraźniej nie był przekonany o ich belgijskiej proweniencji.
Kluczowy jest fragment wspomnień Stefana Brykczyńskiego:
Nasze belgijczyki były krótkie, sześciokątne więcej niż do połowy lufy, małego kalibru, o grubych ściankach luf. Kulka była długa, a ilość prochu w ładunku proporcjonalnie większa, niż w rosyjskich karabinach. Kulka była pełna, mimo to choć w lufę wchodziła lekko, na wystrzelonej kuli wyraźnie było znać głębokie rowki od gwintów […]. Wizjer był półokrągły, dość niski. Karabiny te biły daleko i celnie [1].
Mackiewicz konkluduje: to nie jest nic innego, tylko opis austriackiego sztucera jegrów systemu Lorenza. Sztucery te miały ośmiogranną lufę, podtoczoną tylko przy samym końcu na okrągło dla założenia siecznego bagnetu tulejowego, i były dostosowane do amunicji kompresyjnej kalibru 13,9 mm. Celowniki były półokrągłe, krzywiznowe, z wysuwanym ramieniem blokowanym motylkową śrubą [1].
Innymi słowy: „belgijczyk” to najprawdopodobniej Lorenz, a nie Enfield. Broń, która przyszła z Belgii — ale niekoniecznie została tam zrobiona. Komisja w Liège była pośrednikiem handlowym, nie fabryką.
Potwierdzenia są trzy. Po pierwsze, pamiętniki wymieniają obok broni „belgijskiej” także austriacką. Po drugie, znaleziska z pól bitewnych: wcale licznie trafiają się pociski Lorenza [1]. Po trzecie, zdjęcia z epoki, na których widać powstańców w pełnym rynsztunku bojowym, z pokaźną liczbą sztucerów strzelców (Jägerstutzen) systemu Lorenza wz. 1854 i 1862 — broni na owe czasy nowoczesnej. Obawy, że to broń „z atelier”, Mackiewicz odrzuca, bo zdjęcia robiono w Galicji (w Krakowie, Lwowie), gdzie austriackie władze odnosiły się do werbunku i zakupów broni dosyć przychylnie lub co najmniej neutralnie [1].
A co z Enfieldami? W dokumentach dotyczących zakupów są wymieniane często — i tu Mackiewicz stawia sprawę uczciwie: nie ma pewności, że dotarły do kraju i zostały użyte w walce [1]. To zdanie jest ważniejsze, niż się wydaje. Oznacza, że legendarny „polski Enfield 1863” może być w dużej mierze artefaktem dokumentów zakupowych, a nie rzeczywistością pola bitwy.
To nie znaczy, że Enfieldów nie było wcale. Znaczy, że nie były dominantą i że „belgijski” w pamiętnikach nie znaczy „brytyjski”. A skoro tak, to pytanie „czy powstańcy mieli tę samą broń co Amerykanie” trzeba rozbić na dwa: czy mieli ten sam model (czasem tak, ale rzadko) i czy mieli tę samą technologię (tak, prawie zawsze).

Ryc. 9. Romuald Wilusz (1840–1922), powstaniec styczniowy, z karabinem Lorenz wz. 1854 i bagnetem. Fotografia studyjna z 1863 r. — jeden z najlepszych dowodów ikonograficznych tezy o austriackim pochodzeniu „belgijczyków”. Źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna.
7. Broń zdobyczna: rosyjski karabin wz. 1856/58
Dopiero w toku powstania wojskowa rosyjska broń zaczęła trafiać do rąk polskich partyzantów, zapewne w niemałej liczbie, stanowiąc istotny składnik powstańczego arsenału [1]. To zdanie warto zestawić z mitem, że powstańcy nie używali rosyjskich karabinów, bo groziło to natychmiastowym rozstrzelaniem w wypadku dostania się do niewoli. Mackiewicz odrzuca ten pogląd jednoznacznie: powstańcy i tak nie liczyli na litość, a ze wspomnień i raportów niezbicie wynika, że rosyjską broń, porzuconą lub zdobytą po poległych sołdatach, zbierano skrzętnie nawet w ferworze walki [1].
Co więcej, broń trafiała do oddziałów nie tylko z pola bitwy. Oddziały zasilano karabinami „z cekhauzów moskiewskich dostarczonymi” — bez wątpienia skuteczne w tym przypadku okazały się sowite łapówki [1]. To szczegół, który pokazuje, że carski aparat wojskowy nie był monolitą, a korupcja była jednym z kanałów zaopatrzenia powstańców w nowoczesną broń.
7.1. Cennik Rządu Narodowego jako źródło bronioznawcze
Rząd Narodowy ustanowił cennik, w którym wymieniano rodzaje rosyjskiego uzbrojenia i kwoty wypłacane za zdobytą broń. Najwyżej ceniono karabiny gwintowane, czyli „sztucery z bagnetem w dobrym stanie” — płacono za nie 20 złotych polskich, identycznie jak za poszukiwane rewolwery. Natomiast za karabinki skałkowe, używane jeszcze gdzieniegdzie przez Kozaków i niektóre oddziały tyłowe, płacono tylko 3 złote [1].
Ten cennik jest fascynującym dokumentem, bo pokazuje hierarchię wartości broni z perspektywy ludzi, którzy musieli ją zdobywać: sześciokrotna różnica między sztucerem a skałkówką to nie kaprys, lecz wycena realnej przydatności bojowej. A jednocześnie rewolwer — broń o zasięgu kilkudziesięciu metrów — był wyceniany równie wysoko jak karabin. To znowu dowód, że w wojnie partyzanckiej walka na krótkim dystansie, w lesie, we wsi, w zasadzce, miała znaczenie większe niż w polu.
7.2. „Janczarki”
Zdobyczne karabinki kozackie, z uwagi na ich azjatycką formę, Polacy nazywali „janczarkami” [1]. To określenie dobrze pokazuje, jak bardzo powstańczy arsenał był mieszaniną typów: obok nowoczesnego sztucera gwintowanego funkcjonował karabinek o archaicznej konstrukcji i egzotycznej proweniencji, często skałkowy, czasem przerabiany miejscowo na kapiszon.
7.3. Co to znaczy dla porównania z Ameryką
Rosyjski karabin wz. 1856/58 kal. 15,2 mm na pociski Minié był bronią funkcjonalnie równoważną Springfieldowi M1861 i Enfieldowi P1853: odprzodowy, kapiszonowy, gwintowany, jednostrzałowy, o podobnym zasięgu i podobnej balistyce [1]. Gdy powstaniec zdobył taki karabin, miał w rękach broń z tej samej klasy, co żołnierz Unii. Problem był w tym, że zdobycie wymagało walki, a walka wymagała broni — błędne koło, które w Ameryce rozwiązywał przemysł, a w Polsce przypadek, odwaga i łapówka.
Warto też zauważyć różnicę kalibrów: 15,2 mm Rosjanina, 14,7 mm (.58) Springfielda, 14,66 mm (.577) Enfielda i 13,9 mm Lorenza to cztery różne naboje. W armii amerykańskiej bałagan kalibrowy był problemem, ale istniały arsenały, odlewnie kul i linie zaopatrzenia. W oddziale powstańczym oznaczał, że każdy strzelec musi sam dopasować ładunek do swojej lufy.
8. Nowinki techniczne w powstaniu: Dreyse, Henry, Colty
Powstanie nie było całkowicie pozbawione nowoczesności. Było jej pozbawione systemowo, ale nie incydentalnie. I te incydenty są najlepszym dowodem na to, jak blisko — i jak daleko — było powstanie od amerykańskiego doświadczenia.
8.1. Pruski Dreyse: iglicówka w rękach Ślązaków
Karabin systemu Dreyse — odtylcowa iglicówka z nowoczesnym zamkiem tłokowym ślizgowo-obrotowym, strzelająca nabojem zespolonym — był bez wątpienia najnowocześniejszą bronią epoki; wprowadzono go do uzbrojenia w 1841 r. i wkrótce miał zmienić oblicze wojny, co Prusacy udowodnili w 1866 r. pod Sadową [1]. Karabiny tego systemu znalazły się w powstaniu za sprawą oddziału Ślązaków — dezerterów z armii pruskiej. Z kolei karabinki Dreyse posiadał na stanie oddział pruskich dragonów, złożony z Wielkopolan, który przyłączył się do powstania [1].
Relacja jednego z kawalerzystów jest bezcenna, bo pokazuje zarówno kontrast uzbrojenia, jak i entuzjazm wobec nowinki:
Już to ci ludzie byli bardzo licho uzbrojeni. Każdy miał jeno lancę, na którą mógł liczyć, bo reszta broni to aż żal się, Boże! Stare pałasiska, niektóre nawet ułamane końce miały, a pistoletów mieli w całym oddziale dwa i dwie dubeltówki, które zawsze ci brali, którzy szli na placówkę, i to jeszcze te gruchoty nie puszczały. Bardzo byli więc wszyscy radzi naszym karabinkom, a szczególnie wydziwić się nie mogli, że strzelały, jak ta igła żgnęła w nabój [1].
I dalej, o walce:
Nasi może na trzysta kroków przed Moskalami pędzili, jak nasi mijali, pokazał im się nasz oficer, aby dowódca wiedział, gdzie my jesteśmy — a potem zaraz, jak Moskale nadjechali, sypnęliśmy do nich z karabinków, co ich bardzo zmieszało, bo myśleli, że ich nasi wciągnęli w zasadzkę. Te nasze karabinki to jednak bardzo dobre były: dobrze strzelały, a nabijały się tak prędko, że zdążyłem pięć razy do Moskali strzelić i nabić [1].
Ten fragment jest dla naszego pytania kluczowy z dwóch powodów. Po pierwsze, pokazuje, że odtylcowa iglicówka była w powstaniu wydarzeniem lokalnym, anegdotą, a nie standardem — zdziwienie żołnierzy, że „strzela, jak igła żgnęła w nabój”, jest zdziwieniem ludzi, którzy wcześniej z taką bronią nie mieli do czynienia. Po drugie, tempo: „zdążyłem pięć razy strzelić i nabić” — w armii Unii żołnierz z Spencerem robił to samo w kilkanaście sekund, a nie w ciągu całego starcia.
8.2. Karabin Henry’ego pod Ignacewem
Najbardziej spektakularny epizod to sprawa „szesnastostrzałowego karabinu” hrabiego Jana Działyńskiego pod Ignacewem. Paweł Wyskota-Zakrzewski relacjonował:
Z mojego miejsca widziałem także Działyńskiego, stojącego na szańczyku i strzelającego z prawdziwie budującym spokojem ze swego 16-tu strzałowego karabinu jak prosty żołnierz. Prawda, czynił on to samo pod Pyzdrami, ale tam stali nasi za sosnami w bardzo łagodnym ogniu — tu biło w szańczyk, mający co najwyżej 120 kroków długości, 8 armat i strzelało do niego 1000 karabinów [1].
Ponieważ hrabia był znanym miłośnikiem broni strzeleckiej, twórczym wynalazcą i należał do organizatorów zrywu, epizod bywa łączony z bronią jego pomysłu, której szkice zachowały się w zbiorach Biblioteki Kórnickiej. Mackiewicz, wraz z częścią entuzjastów XIX-wiecznej broni strzeleckiej, skłania się jednak do wniosku, że bronią spod Ignacewa był najpewniej amerykański wielostrzałowy karabin systemu Henry’ego: broń o zamku dźwigniowym, dostosowana do naboju .44 cala (11,2 mm), z rurowym magazynkiem pod lufą mieszczącym 15 nabojów, do których można było wprowadzić szesnasty bezpośrednio do komory [1].
Karabin Henry’ego, protoplasta słynnego winchestera z 1866 r., dostępny był na rynku komercyjnym już w 1862 r., więc Działyński nie miał problemu z nabyciem tej szybkostrzelnej nowinki [1]. I tu wracamy do sedna: jeden egzemplarz broni powtarzalnej w całym powstaniu to nie „wyposażenie”, to „osobliwość kolekcjonerska na polu bitwy”. W Armii Potomaku Spencerów były tysiące.
8.3. Rewolwery i karabinki rewolwerowe
Nieco więcej wiemy o broni krótkiej, przede wszystkim o rewolwerach, cenionych za szybkostrzelność i niezastąpionych w walce na najbliższych dystansach. Można założyć, że większość ochotników przybywających z zagranicy starała się w taką broń zaopatrzyć. Na zdjęciach z epoki doskonale widać duże rewolwery kapiszonowe systemu Adamsa i słynne Lefaucheux — z charakterystycznym długim kurkiem dostosowanym do zbicia sztyftu z boku miedzianej łuski (nabój scalony) [1].
Warto zatrzymać się nad Lefaucheux. To broń na nabój scalony — czyli technologia, która w Ameryce była domeną karabinów odtylcowych, a w Polsce pojawiała się wyłącznie w rewolwerach prywatnych oficerów. Paradoks: powstaniec mógł mieć w kaburze nowocześniejszą amunicję niż w lufie karabinu.
Jeśli chodzi o broń wielostrzałową, jej obecność potwierdzają relacje, zazwyczaj bardzo lakoniczne. Wymienić należy przede wszystkim kapiszonowe rewolwerowe karabinki systemu Colt Root, używane ponoć między innymi w oddziale kawalerii gen. Edmunda Taczanowskiego [1]. To znowu broń z amerykańskiego rynku cywilnego, funkcjonująca w Polsce jako ciekawostka.
8.4. Wniosek z nowinek
Te trzy przykłady — Dreyse, Henry, Colt Root — układają się w spójny wzorzec. Nowoczesna broń w powstaniu:
- pochodziła z zakupu prywatnego lub dezercji, nie z państwowego zaopatrzenia;
- była nieliczna i przypisana do konkretnych ludzi, nie do jednostek;
- wymagała amunicji nieprodukowanej lokalnie, więc po kilkudziesięciu strzałach stawała się kosztownym żelastwem;
- i była nie do naprawienia w warunkach polowych.
To dokładnie odwrotność logiki amerykańskiej, gdzie broń nowoczesna była produkowana seryjnie, amunicja dostarczana wagonami, a warsztaty naprawcze istniały na tyłach armii.
9. Amunicja, kapiszony i logistyka: piekło kalibrów
Jeśli istnieje jeden czynnik, który najlepiej tłumaczy różnicę między powstaniem a wojną secesyjną, to nie jest nim karabin, lecz amunicja.
9.1. Mozaika kalibrów
Erlach opisał to z chirurgiczną precyzją:
U Ruckiego amunicję wożono na dwukołowym podwoziu, w skrzynce z przykrywką dachowatą, z dodatkowymi skrzyneczkami z tyłu i z przodu […] Znajdowały się tam skrzynki z ładunkami gotowymi wszelkich możliwych kalibrów, proch w workach, ładunki bez kul, papier, szpagat, ważka, poszczególne narzędzia, wszystko pomieszane bezładnie, „prawdziwie po polsku”. W czasie spokojnego postoju oddziału Ruckiego w obozie wypoczywał także naczelnik tego arsenału i jego rezerwy; wydawano tylko ludziom nieco amunicji. Okazało się przy tym, że karabinierom wydał on niewłaściwe pudełka nabojów, i że reszta strzelców grzebała sobie dowolnie w rozsypanych nabojach, wkładając je do wylotu luf, aby sprawdzić ich kaliber […] [U Krysińskiego] ludzie byli lepiej zaopatrzeni w amunicję, chociaż i tutaj musieli oni dobierać sobie pojedynczo ładunki do broni i swoich kalibrów, co już wynikało z ogólnego stanu uzbrojenia w powstaniu [1].
To jest obraz, którego w armii amerykańskiej nie znajdziemy. Tam żołnierz dostawał paczki nabojów kalibru swojej broni, w papierowych ładunkach, opisane i policzone. Tu żołnierz wkładał nabój w wylot lufy, żeby sprawdzić, czy pasuje.
9.2. Kapiszony jako wąskie gardło
Kapiszon jest mały, tani i absolutnie niezbędny. Bez niego karabin kapiszonowy nie strzela — i właśnie dlatego brak kapiszonów był jednym z najdotkliwszych problemów zaopatrzeniowych powstania. Wspomnienie Oxińskiego pokazuje to od strony szkolenia: „musiałem nauczyć młodego i świeżego żołnierza pierwszej elementarnej potrzeby, to jest nabijania i strzelania, gdyż zdarzyło się kilkanaście wypadków podczas bitwy pod Rychłocicami, że żołnierze, wkładając naraz po kilka ładunków do lufy, zwracali się do swych oficerów z wymówką, że nie mogą strzelać, bo ich »kurczyba« nie pełna, albo nabiwszy ją, a nie mając pojęcia o użyciu cyngla, tłukli pięścią w półkurcze i biadali, że »kurczyba nie chce strzylać«, przy czym nastąpiło kilka eksplozji, rozrywających przeładowane albo nie dobite karabiny, raniąc strzelających z nich ludzi” [1].
Po dziesięciu dniach ćwiczeń udało się nauczyć strzelców odwodzenia kurków i spuszczania ich przy użyciu cyngla — bądź spokojnie na osadzony kapiszon przy nabijaniu, bądź na komendę „pal” przy strzelaniu [1]. Dziesięć dni na najprostszą czynność. To jest miara przepaści między armią ochotniczą a armią przemysłową.
9.3. Proch, ołów, papier
Zaplecze amunicjowe powstania było domowe. Instrukcje konspiracyjne nakazywały gromadzić po 2 funty prochu i 6 ołowiu na każdy rodzaj broni palnej [5]. Ładunki robiono z papieru i sznurka, kulano kule, czasem odlewano pociski. W oddziałach brakowało nie tylko broni, ale i jednolitości: dwie dubeltówki w oddziale, z których „te gruchoty nie puszczały”, to przykład broni, której naprawa wymagała rusznikarza, a rusznikarzy było tylu, ilu znalazło się w partyzantce [1].
9.4. Amerykańska logistyka amunicji
Dla kontrastu: Springfield M1861 strzelał standardowym nabojem .58 z pociskiem Minié, Enfield P1853 — nabojem .577 z pociskiem Pritchett/Boxer o masie 530 granów i ładunkiem 68 granów prochu [6], Lorenz — amunicją kompresyjną, którą w miarę możliwości ujednolicano przez rozwiercanie luf [7]. Armie miały departamenty uzbrojenia, arsenały, odlewnie, kontrolę jakości i — co najważniejsze — możliwość wymiany broni na jednolitą, gdy tylko pojawiły się nadwyżki. Unia kupiła ok. miliona Enfieldów-type, żeby ujednolicić uzbrojenie szybciej, niż pozwalała własna produkcja [10].
10. Organizacja i taktyka: broń kształtuje formację
Powstańcza organizacja piechoty była dostosowana do posiadanej broni — i to jedna z najciekawszych obserwacji Mackiewicza. W instrukcji z lipca 1863 r. na batalion liczący 676 żołnierzy w sześciu kompaniach przewidywano 216 strzelców (2 kompanie) i 384 kosynierów (4 kompanie). Strzelcy mieli być uzbrojeni w „sztućce z bagnetami”, czyli wojskowe karabiny gwintowane. Łącznie w batalionie powinny być 232 sztucery, 27 rewolwerów i 7 pistoletów. Przepis ten pozostawał oczywiście tylko na papierze [1].
W regulaminie z 1864 r. organizacja batalionu także była sześciokompanijna, ale przewidywano 4 kompanie karabinierskie (lub kosynierskie) i 2 strzeleckie. Wynika z tego, że zasoby broni palnej wojska powstańczego uległy wyraźnemu zwiększeniu: „każdy karabinier powinien mieć karabin, każdy strzelec uzbrojony jest w sztuciec z bagnetem, oficerowie mają pałasze i rewolwery, podoficerowie karabiny lub sztućce, dobosze tylko pistolety” [1].
Erlach opisał to inaczej: piechota uzbrojona w broń palną dzieli się na karabinierów i tyralierów i nosi wspólną nazwę strzelców; różnica polega na odmiennej broni i doborze ludzi; każdy gwintowany karabin nazywano w partiach „sztućcem”, a z uzbrojonych w nie ludzi tworzono odrębne jednostki, do których tylko wyjątkowo przydzielano ludzi z lepszą bronią o gładkich lufach — kompanie karabinierskie [1].
NCK dodaje trzeci podział: strzelcy dzielili się na tyralierów (posiadacze broni gładkolufowej), karabinierów (strzelba z gwintowaną lufą) i ptaszników (popularna broń myśliwska) [3].
10.1. Współdziałanie broni gwintowanej i gładkolufowej
Najciekawszy element taktyczny to efektywne współdziałanie żołnierzy uzbrojonych w broń gwintowaną i gładkolufową. Ci pierwsi prowadzili celowany ogień na dalszych dystansach, drudzy spełniali rolę oddziałów „przeciwszturmowych”, powstrzymując natarcia Rosjan na bliższych odległościach. Niekiedy żołnierzy z różną bronią łączono na polu walki w kilkuosobowe sekcje [1]. Choć w regulaminach rozróżniano ogień batalionowy, szeregowy i rotowy, zdecydowanie preferowano tyralierski jako najbardziej skuteczny [1].
To rozwiązanie jest zaskakująco nowoczesne — przypomina późniejsze sekcje mieszane z bronią automatyczną i karabinami. I wynikało nie z doktryny, lecz z biedy: skoro masz pół na pół sztucerów i dubeltówek, zrób z tego taktykę.
10.2. Ile wart był ogień
Dokumenty powstańcze podają ciekawe dane o skuteczności ognia: „w piechocie przy rotowym ogniu żołnierz daje od 4 do 5 strzałów w 3 minuty, w tyralierach nie więcej jak 1 w minutę. Doświadczenia z dzisiejszymi udoskonalonymi sztucerami okazały, że ze 100 kul wystrzelonych na 300, 600, 1000 i 1200 kroków trafiało 93, 80, 31 i 20; w boju jednak niepodobna otrzymać i ¼ tych rezultatów” [1].
To bardzo uczciwa statystyka: na 300 kroków (ok. 200 m) trafia 93 na 100, na 1200 kroków — 20 na 100, a w warunkach bojowych ćwierć z tego. Karabin gwintowany był więc bronią o realnym zasięgu kilkuset metrów, ale nie był karabinem snajperskim. I tu znów widać, dlaczego wyszkolenie rosyjskie robiło różnicę: Oxiński pod Kuźnicą Grabowską relacjonował, że Rosjanie „osypywali piekielnym rotowym ogniem”, a ich strzały „prowadzone były tak prawidłowo, że wyżej pasa nie sięgały” [1].
I zdanie, które powinno wisieć w każdym muzeum: „W większości przypadków wyszkolenie strzeleckie było jednak słabe, nad armią wciąż unosił się duch feldmarszałka Aleksandra Suworowa, twórcy niezapomnianej frazy: »kula głupia, bagnet zuch«” [1].
Ryc. 10. Piechota polska w 1863 r. — tablica uzbrojenia i umundurowania Walerego Eljasza-Radzikowskiego. Obok karabinów widoczna włócznia: mozaika broni, którą wymuszał stan zaopatrzenia, nie doktryna. Źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna.
11. Bilans: co było wspólne, a co nie
Pora zebrać ustalenia w jedną tabelę. Kolumna „powstanie” opisuje stan faktyczny w oddziałach, nie w dokumentach zakupowych — to rozróżnienie jest tu najważniejsze.
| Model / typ | Kaliber | Technologia | Wojna secesyjna | Powstanie styczniowe |
|---|---|---|---|---|
| Springfield M1861 | .58 (14,7 mm) | odprzodowy, kapiszon, Minié | podstawowy karabin Unii [8] | brak / sporadycznie zdobyczny |
| Enfield P1853 | .577 (14,66 mm) | odprzodowy, kapiszon, Minié | drugi najliczniejszy obu stron, ~1 mln importu [6][10] | kupowany masowo w Liège i Londynie; udział w walce niepewny [1][2] |
| Lorenz M1854/1862 | .547 (13,9 mm) | odprzodowy, kapiszon, kompresyjny | trzeci najliczniejszy, ~300 tys. importu [11] | bardzo prawdopodobnie główny „sztuciec belgijski” [1] |
| Karabin ros. wz. 1856/58 | 15,2 mm | odprzodowy, kapiszon, Minié | — | podstawowa broń zdobyczna [1] |
| Dreyse Zündnadelgewehr | 15,4 mm | odtylcowy, iglicowy, nabój scalony | nieliczny import | pojedyncze sztuki (Ślązacy, pruscy dragoni) [1] |
| Henry 1860 | .44 (11,2 mm) | powtarzalny, dźwigniowy, nabój scalony | tak, na rynku od 1862 [1] | jeden egzemplarz (Działyński) [1] |
| Spencer 1860 | .56-56 / .56-50 | powtarzalny, magazynek, nabój scalony | ponad 200 tys. sztuk, ~20 strzałów/min [9] | brak |
| Colt 1851 Navy | .36 | rewolwer kapiszonowy | ~215 tys. + 42 tys. w Londynie [13] | nieliczne, prywatne [1] |
| Lefaucheux | różne | rewolwer na nabój sztyftowy | import | popularny wśród oficerów [1] |
| Dubeltówka / sztucer myśliwski | dowolny | kapiszon lub skałka, często gładka | broń cywilna, marginalna | najliczniejsza „broń palna” powstania [1][3][4] |
| Kosa osadzona na sztorc | — | broń drzewcowa | — | masowa, do 75–80% piechoty w niektórych oddziałach [12] |
Tabela pokazuje rzecz, której nie widać w narracji o „tych samych karabinach”: pokrycie modelowe jest realne, ale asymetryczne. Trzy modele — Enfield, Lorenz, rosyjski wz. 1856/58 — tworzą wspólny trzon technologiczny obu konfliktów. Ale miejsce, które w armii amerykańskiej zajmuje broń odtylcowa i powtarzalna, w powstaniu zajmuje dubeltówka, a miejsce artylerii i zaopatrzenia — improwizacja.
11.1. Trzy poziomy odpowiedzi
Żeby odpowiedzieć precyzyjnie, trzeba rozdzielić trzy poziomy.
Poziom technologii — odpowiedź: tak. Podstawą był ten sam zestaw rozwiązań: kapiszonowy zamek, gwintowana lufa odprzodowa, pocisk ekspansyjny lub kompresyjny. Karabin powstańca i karabin żołnierza Unii należały do tej samej generacji i miały zbliżoną balistykę. Różnice kalibrów (13,9–15,2 mm) były mniejsze niż różnice między poszczególnymi modelami w obrębie samej armii amerykańskiej.
Poziom modeli — odpowiedź: częściowo tak. Enfield P1853 i Lorenz M1854/62 były obecne po obu stronach Atlantyku, przy czym w Polsce Enfield jest obecny przede wszystkim w dokumentach zakupowych, a Lorenz — w pamiętnikach i w znaleziskach pocisków. To odwrotność tego, co podpowiada intuicja: słynny brytyjski karabin był na papierze, a austriacki „sztuciec” — w rękach.
Poziom arsenału jako całości — odpowiedź: nie. Wojna secesyjna była konfliktem przemysłowym: miliony sztuk broni, jednolite kalibry, fabryki, kolej, telegraf, wymiana broni na lepszą, broń odtylcowa i powtarzalna w tysiącach egzemplarzy. Powstanie było konfliktem partyzanckim: kilkadziesiąt tysięcy sztuk broni w większości cywilnej, kilkanaście kalibrów w jednym oddziale, amunicja dobierana przez wtykanie naboju w lufę, i kosa jako podstawowa broń większości piechoty.
12. Bliźniak z Południa: Konfederacja jako polski przypadek
Jeśli szukać w wojnie secesyjnej sytuacji naprawdę analogicznej do polskiej, to nie jest nią Unia. Unia miała przemysł, pieniądze, marynarkę i nieprzerwaną komunikację z Europą. Analogią jest Konfederacja — państwo bez przemysłu zbrojeniowego, obłożone blokadą, skazane na import i na improwizację, z arsenałem tak niejednolitym, że historycy do dziś mają problem z jego opisaniem.
12.1. Agent, który kupował to, co było
Caleb Huse, major armii konfederackiej, przypłynął do Liverpoolu 10 maja 1861 r. z mandatem na zakup 12 tys. karabinów i baterii artylerii polowej [14]. Kupował dokładnie tak, jak kupowali Polacy — to, co było dostępne, w pośpiechu i z premią za szybkość. Enfieldy P1853 nabywał, oferując 19 dolarów za sztukę, gdy średnia cena rynkowa wynosiła 10–15 dolarów [14]. W Austrii pozyskał 100 tys. karabinów Lorenz, które przedstawiał jako doskonałe, prosto z wiedeńskiego arsenału, a które w rzeczywistości były nadwyżką, ponieważ armia austriacka właśnie wymieniała wz. 1854 na nowszy model [14].
To jest dokładnie ten sam mechanizm, który widzieliśmy w Liège: pośrednik kupuje starzyznę z magazynów, nazywa ją nowoczesnością, płaci premię za termin i bierze to, co leży na składzie. Guttry i Huse nie znali się prawdopodobnie osobiście, ale grali w tej samej grze na tym samym boisku — i obaj przegrali na jakości, choć wygrali na czasie.
12.2. Blokada i przemyt
Konfederacja miała odpowiednik polskich granic zaborczych: blokadę morską. Przemyt przez Bermudy, Nassau i Halifax był jej galicyjskim szlakiem — drogim, ryzykownym i ograniczonym przepustowością. W ostatnich sześciu miesiącach 1864 r. przez porty Karoliny Północnej i Południowej przeszło 50 tys. karabinów i 43 działa [16]. To pokazuje skalę: nawet w agonii Konfederacja importowała więcej broni w pół roku, niż powstanie kupiło przez osiemnaście miesięcy.
12.3. Piki z Georgii i kosy z Mazowsza
Najbardziej pouczająca paralela jest jednak w sferze broni prymitywnej. Gubernator Georgii Joseph E. Brown, nie mogąc zapewnić swoim żołnierzom dość karabinów i muszkietów, wezwał miejscowych kowali do wykuwania pik dla piechoty — broń tę nazwano od jego imienia „Joe Brown pike” [15].
Zestawmy to z polską kosą. W obu przypadkach państwo (lub jego namiastka) sięga po broń drzewcową nie z doktrynalnego wyboru, lecz z braku karabinów. W obu przypadkach broń ta jest wytwarzana lokalnie, tanio i masowo, przez rzemieślników, a nie fabryki. I w obu przypadkach jest to wskaźnik niedoboru, nie siły.
Różnica jest jednak zasadnicza i warto ją podkreślić: Konfederacja traktowała piki jako rozwiązanie tymczasowe, uzupełniające, i porzuciła je, gdy tylko napłynęła broń palna. W Polsce kosa pozostała elementem organizacji piechoty do końca powstania — w regulaminie z 1864 r. nadal przewidywano kompanie kosynierskie [1]. To miara, jak długo trwał niedobór.
12.4. Trzy lekcje z porównania z Południem
Po pierwsze: import nie zastępuje przemysłu. Konfederacja kupiła setki tysięcy karabinów i nadal przegrała, bo nie mogła ich naprawić, nakarmić amunicją ani uzupełnić strat. Powstanie kupiło kilkadziesiąt tysięcy i przegrało szybciej, z tych samych powodów.
Po drugie: jednolitość jest ważniejsza od nowoczesności. Armia, która ma jeden typ karabinu w średnim stanie, bije armię, która ma pięć typów, w tym dwa doskonałe — bo ta pierwsza potrafi zaopatrzyć wszystkich. Polska miała mozaikę, Konfederacja miała mozaikę, Unia miała system.
Po trzecie: broń prymitywna wraca, gdy zawodzi logistyka. Piki w Georgii i kosy na Mazowszu to nie wstyd ani romantyzm — to racjonalna odpowiedź na brak karabinów. Wstydem byłoby udawać, że kosa jest karabinem.
13. Dlaczego „ta sama broń” nie znaczy „ta sama wojna”
Warto zatrzymać się nad przyczynami tej rozbieżności, bo bez nich odpowiedź byłaby tylko listą modeli.
12.1. Przemysł
Stany Zjednoczone miały Springfield Armory i sieć kontrahentów prywatnych; Południe miało Tredegar Iron Works i rozpaczliwą improwizację, ale i tak produkowało broń. Polska nie miała nic: „wytwarzanie broni strzeleckiej było procesem nazbyt skomplikowanym, materiałochłonnym i wymagało profesjonalnych rzemieślników, przez co krajowa konspiracyjna produkcja dostarczyła jedynie kos i pik” [1]. To zdanie jest wyrokiem: powstańcy nie mogli wyprodukować karabinu, bo karabin wymaga stalowni, wiertarek, frezarek i rusznikarzy z tradycją. Kosa wymaga kuźni i młota.
12.2. Rynek
Oba konflikty korzystały z europejskiego rynku nadwyżek, ale inaczej. Amerykanie kupowali masowo i selektywnie: mogli zapłacić za nowy Enfield, odrzucić wadliwy transport, wybrać kaliber i wymusić jednolitość. Polacy kupowali na wyścigi: „nabycie nie stanowiło problemu, wyzwaniem był jej przerzut do kraju” [1]. Efekt: brali to, co dało się kupić i przewieźć, a nie to, co było najlepsze.
Sprawa Tambeure’a jest tu wzorcowa: 5000 Enfieldów po 30 franków, dostawa złej jakości, odmowa przyjęcia, proces i przymus zapłaty [2]. W Ameryce taki kontrakt oznaczałby zerwanie umowy i skandal w Kongresie. W Polsce oznaczał 5000 karabinów, za które zapłacono i które być może nie nadawały się do walki.
12.3. Skala i czas
Wojna secesyjna trwała cztery lata i objęła miliony ludzi pod bronią. Powstanie trwało osiemnaście miesięcy i w szczycie miało ok. 30 tys. ludzi pod bronią, z czego zaledwie część uzbrojoną w broń palną [12]. Skala determinuje wszystko: przy 30 tys. ludzi nie opłaca się budować fabryki karabinów; przy milionie — opłaca się wszystko.
12.4. Geografia polityczna
Amerykanie mieli ocean i własne porty; blokada Południa była szczelna tylko częściowo, a przemyt odbywał się statkami przez Bermudy i Nassau. Polacy mieli trzy granice zaborcze, szczelną kontrolę celną, agentów carskich w Paryżu i Berlinie oraz pruski nadzór nad każdym transportem [1]. Przerzut był wąskim gardłem, które ograniczało nie tylko ilość, ale i różnorodność broni: brano to, co dało się przewieźć w beczkach, skrzyniach i pod słomą.
14. Mity, które trzeba rozbroić
13.1. Mit: „Powstańcy mieli Enfieldy, więc mieli broń jak Amerykanie”
Enfieldy były w dokumentach zakupowych, owszem. Ale Mackiewicz pisze wprost: „nie ma jednak pewności, że dotarły do kraju i zostały użyte w walce” [1]. A nawet gdy dotarły — był to jeden z kilku typów, obok Lorenza, karabinów rosyjskich, dubeltówek i sztucerów myśliwskich. „Mieli Enfieldy” znaczy „kupili Enfieldy”, a nie „byli w nie wyposażeni”.
13.2. Mit: „Belgijczyki to broń belgijska”
Prawdopodobnie nie. To najpewniej austriackie sztucery jegrów systemu Lorenza, kupowane przez Liège jako pośrednika [1]. Belgia była handlarzem, niekoniecznie producentem. To rozróżnienie ma znaczenie, bo pokazuje, jak działał rynek: pośrednik sprzedawał to, co miał, a klient nazywał towarem po pośredniku.
13.3. Mit: „Kosa była skuteczną bronią”
Mackiewicz: kosy miały iluzoryczną wartość bojową, a atak z ich udziałem kończył się najczęściej masakrą, m.in. pod Węgrowem [1]. Były bronią rozpaczy i bronią masowej mobilizacji chłopów, nie bronią zwycięstwa. Ich rola była społeczna — dawały powstańcom poczucie udziału i liczebność — a nie taktyczna.
13.4. Mit: „Powstanie było zacofane technologicznie”
To też nieprawda, i to jest niuans, który warto docenić. Powstanie używało najnowocześniejszej broni dostępnej na rynku — Lorenza wz. 1862, Enfielda P1853, a nawet Dreysego i Henry’ego. Problem nie leżał w technologii, lecz w ilości, jednolitości i zaopatrzeniu. Powstaniec z Lorenzem nie był gorszy od żołnierza Unii z Springfieldem; ale na stu powstańców przypadało kilkunastu takich, a na stu żołnierzy Unii — stu.
13.5. Mit: „Wojna secesyjna to wojna nowoczesna”
Przez większość wojny obie armie używały odprzodowych karabinów kapiszonowych. Spencer, Henry i Sharps były mniejszością. To ważne, bo pozwala właściwie skalibrować porównanie: obie wojny były w większości „odprzodowe”, a różnica polegała na tym, że Ameryka miała nowoczesność jako produkt przemysłowy, a Polska jako importowany unikat.
![]()
Ryc. 11. Romuald Traugutt, dyktator powstania, stracony w Cytadeli Warszawskiej 5 sierpnia 1864 r. Źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna.
15. Wnioski
Wracając do pytania z tytułu: czy powstańcy styczniowi używali tej samej broni palnej co strony wojny secesyjnej?
Tak — w sensie technologii i częściowo modeli. Karabin kapiszonowy z gwintowaną lufą, strzelający pociskiem ekspansyjnym lub kompresyjnym, był wspólnym mianownikiem obu konfliktów. Enfield P1853 i Lorenz M1854/62 to te same konstrukcje, które stały na polach Pensylwanii i pod Węgrowem. Kalibry 13,9–15,2 mm sytuują cały ten arsenał w jednej klasie. Gdyby powstańcy mieli pełne wyposażenie w Lorenze, diferencia technologiczna wobec armii carskiej byłaby niewielka — a wobec armii amerykańskich żadna.
Nie — w sensie arsenału, skali i charakteru wojny. Wojna secesyjna była wojną przemysłową z bronią odtylcową, powtarzalną, nabojem scalonym, artylerią, koleją i telegrafem. Powstanie było wojną partyzancką, w której najliczniejszą bronią palną była dubeltówka, a najliczniejszą bronią w ogóle — kosa. Symboliczny jest kontrast: w Ameryce 200 tys. Spencerów; w Polsce jeden Henry.
I jest w tym coś jeszcze, co warto powiedzieć na koniec. Powstanie styczniowe bywa opisywane jako „zryw bez broni” — i to określenie jest sprawiedliwe, ale niepełne. To był zryw, który miał dostęp do tej samej broni co najnowocześniejsze armie świata i nie mógł jej kupić w wystarczającej liczbie, nie mógł jej przewieźć przez granice i nie mógł jej naprawić ani nakarmić amunicją. Technologicznie nie był zacofany. Był odcięty.
To rozróżnienie zmienia ocenę. Powstańcy nie przegrali, bo mieli gorsze karabiny. Przegrali, bo mieli ich za mało — a to jest problem państwa, nie żołnierza. Karabin Lorenza w rękach chłopa z Sandomierskiego i Springfield w rękach farmera z Ohio były, technicznie rzecz biorąc, kuzynami. Dzieliła ich nie technologia, lecz to, co stoi za technologią: fabryka, kolej, budżet i granica, której nikt nie pilnuje.
Spis ilustracji
Wszystkie ilustracje pochodzą z Wikimedia Commons i są w domenie publicznej (PD / PD-Art / PD-US); podano strony plików, z których można zweryfikować licencję i metadane.
- Jeńcy konfederaccy pod Gettysburgiem, lipiec 1863 — https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Gettysburg,_Pa._Three_Confederate_prisoners.jpg
- Springfield Model 1861 — https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Springfield_Model_1861_Rifle_Musket-NMAH-AHB2015q028556.jpg
- Enfield Pattern 1853 — https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Enfield_Rifle_Pattern_1853-NMAH-AHB2015q036437.jpg
- Lorenz wz. 1854 — https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Lorenz_Smithsonian.jpg
- Spencer Carbine Mod. 1865 — https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Spencer_Carbine_2.JPG
- Błogosławieństwo kosynierów — https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Blessing_of_Polish_scythemen_during_January_Uprising_1863.PNG
- Marian Langiewicz — https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Marian_Langiewicz_1863_(338183).jpg
- Bitwa pod Miechowem — https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Battle_of_Miechów_1863.png
- Romuald Wilusz z karabinem Lorenz — https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Romuald_Wilusz_(1840-1922)_powstaniec_styczniowy_1863_z_karabinem_Lorenz_M1854.jpg
- Piechota polska 1863 — https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Polish_infantry_in_1863.PNG
- Romuald Traugutt — https://commons.wikimedia.org/wiki/File:RomualdTraugutt.jpg
Źródła
[1] M. Mackiewicz, Sztućce, janczarki, belgijczyki – o uzbrojeniu strzeleckim w powstaniu styczniowym, „Pamiętnik Biblioteki Kórnickiej” 31 (2014), s. 135–148. https://bazhum.muzhp.pl/media/texts/pamietnik-biblioteki-kornickiej/2014-tom-31/pamietnik_biblioteki_kornickiej-r2014-t31-s135-148.pdf
[2] I. Goddeeris, H. Ranson, Polskie zakupy broni w Liège podczas powstania styczniowego, „Teka Komisji Historycznej OL PAN” X (2013), s. 7–25. https://cejsh.icm.edu.pl/cejsh/element/bwmeta1.element.oai-journals-pan-pl-92804/c/oai-journals-pan-pl-92804_full-text_cb292089-1472-4f29-8331-ed21e7e2396a.pdf
[3] Narodowe Centrum Kultury, Uzbrojenie powstańców, 15.01.2013. https://nck.pl/projekty-kulturalne/projekty/powstanie-styczniowe-150-rocznica/aktualnosci/uzbrojenie-powstancow
[4] Muzeum Arsenał, Broń powstańców styczniowych. https://muzeumarsenal.pl/pl/rok-szkolny/blog/432-bron-powstancow-styczniowych
[5] Broń myśliwska w rękach powstańców styczniowych, Echa Polesia, 28.08.2016. https://polesie.org/5331/bron-mysliwska-w-rekach-powstancow-styczniowych/
[6] Pattern 1853 Enfield, Wikipedia (en). https://en.wikipedia.org/wiki/Pattern_1853_Enfield
[7] Lorenz rifle, Wikipedia (en). https://en.wikipedia.org/wiki/Lorenz_rifle
[8] Springfield Model 1861, Wikipedia (en). https://en.wikipedia.org/wiki/Springfield_Model_1861
[9] Spencer repeating rifle, Wikipedia (en). https://en.wikipedia.org/wiki/Spencer_repeating_rifle
[10] NRA Museums, Barnett Model 1853 Enfield Percussion Rifle-Musket, Case 17: Civil War Imported Arms. https://www.nramuseum.org/guns/the-galleries/a-nation-asunder-1861-to-1865/case-17-civil-war-imported-arms/barnett-model-1853-enfield-percussion-rifle-musket.aspx
[11] Austria’s Deadly Emissary: Lorenz Rifle-Muskets in the Civil War, HistoryNet. https://historynet.com/austrias-deadly-emissary-lorenz-rifle-muskets-in-the-civil-war.htm
[12] K. Jadczyk, Wojsko powstańcze zrywu styczniowego 1863–1864. Wybrane aspekty, „Przegląd Historyczno-Wojskowy” 14/65 (2013), nr 1, s. 7–28. https://bazhum.muzhp.pl/media/texts/przeglad-historyczno-wojskowy/2013-tom-14-65-numer-1-243/przeglad_historyczno_wojskowy-r2013-t1465-n1_243-s7-28.pdf
[13] Colt 1851 Navy Revolver, Wikipedia (en). https://en.wikipedia.org/wiki/Colt_1851_Navy_Revolver
[14] Caleb Huse, Wikipedia (en). https://en.wikipedia.org/wiki/Caleb_Huse
[15] The Civil War Picket: Joe Brown, cytując tablicę muzealną o „Joe Brown pike”. https://civil-war-picket.blogspot.com/search/label/Joe%20Brown
[16] On Dark Nights: Blockade Runners Supplying the Confederacy, Emerging Civil War, 11.01.2022. https://emergingcivilwar.com/2022/01/11/on-dark-nights-blockade-runners-supplying-the-confederacy/
Bibliografia przedmiotowa (niewykorzystana bezpośrednio, wskazana dla dalszej lektury)
- S. Kieniewicz, Powstanie Styczniowe, Warszawa 1983.
- M. Maciejewski, Broń strzelecka wojsk polskich w latach 1717–1945, Szczecin 1991.
- J. Zarawski, O broni palnej powstania styczniowego, „Arsenał Poznański” 1997–1998, nr 4 (22).
- F. L. von Erlach, Partyzantka w Polsce w roku 1863, Warszawa 1960.
- J. Oxiński, Wspomnienia z powstania polskiego 1863/64 roku, Łódź 1959.
- S. Brykczyński, Moje wspomnienia. Rok 1863, Warszawa 1925.
- J. G. Bilby, Civil War Firearms, Pennsylvania 1996.
- Dokumenty Wydziału Wojny Rządu Narodowego w powstaniu styczniowym 1863–1864.





