Spotkanie w Siemianowicach Śląskich i Dixie 11.08.2016

Tym razem spotkaliśmy się na strzelnicy w celu wykonania odpowiedniego wykończenia drzwi. Dokładniej to ozdób. Jeszcze dokładniej, to wykonaniu kilku przestrzelin. Z uwagi na zaawansowaną technologię i unikalne umiejętności udało nam się zrealizować zadanie wyśmienicie. Jak zawsze.
Początkowe obawy dotyczące spotkania zostały rozwiane przez pojawienie się pięknego słońca i osób strzelających pierwszy raz. Wyszło to bardzo fajnie, okazało się że są osoby, które nigdy wcześniej nie trzymały broni w dłoni potrafią osiągnąć całkiem niezłe wyniki. 

Dwie nowe osoby, Rogers&Spencer, 25 metrów, strzelanie z jednej ręki. Jeden gram prochu, kaszka do końca komory i kula własnoręcznie odlewana. Jedna umieściła trzy w okolicy lewej strony obok czarnego – mam nadzieję że to był początek zabawy z CP (już myśli o zakupie broni).

Przyszła też osoba z Remikiem prosto ze sklepu (w tym przypadku Pentagon). Wygląda lepiej niż na zdjęciach sklepu. Wygląda to lepiej niż ‚zwykłe’ Remingtony jakie widziałem w znacznie niższych cenach. Wydaje mi się że warto wydać dodatkową kasę na taką jakość.

Teraz koledze pozostało spędzić troszkę czasu na strzelnicy i doskonaleniu umiejętności.

Natomiast administracja skupiła się na przygotowaniach do Mistrzostw Polski w CP (zachęcamy do przybycia i uczestnictwa). Nawet jak się nie uda trafić w tarczę (oczywiście ze powodu emocji), to samo przybycie do Starachowic uznamy za udane.

Wyniki na tarczy niestety nie zachęcały do dalszych ćwiczeń

Cały czas z jednej ręki i 25 metrów. Znacznie łatwiej się okazuje strzelanie, kiedy trzymamy broń oburącz. Nie pozostało nic innego, jak trenować na sucho (artykuł w trakcie) i na strzelnicy. Wyjścia innego nie ma.

Poniżej minimalistyczne podejście do stanowiska (w prochownicy jest kaszka manna) i w okolicy zalecany smar. Natomiast już widzę, że do uzyskania powtarzalności, niezbędne są dodatkowe przygotowania

Wiadomo, ilość prochu w każdym pojemniczku musi być taka sama. Każda kula powinna mieć dokładnie taką samą wagę (nie jest źle, sami odlewamy), natomiast okazuje się że jednak kaszka także powinno zawsze mieć taką samą ilość. Próby ‚na oko’ nie zawsze się powiodły. Kolejna wizyta będzie już z przygotowanym stanowiskiem ‚zawodnika’. Cały czas oczywiście traktujemy to jako zabawę, hobby i popularyzację strzelectwa CP – więc wyniki są mało istotnym elementem całości.

Po strzelaniu nastąpiło przygotowanie drzwi ozdobnych (film umieszczę później).

Czas zleciał naprawdę szybko na rozmowach, pokazywaniu, ćwiczeniach i tłumaczeniach. Zgodnie z zapowiedziami i planami, przenieśliśmy się do Dixie (Katowice, 3 Maja 23), gdzie nastąpiła prezentacja czyszczenia broni, w roli głównej Rogers&Spencer

Jako że od producenta materiałów czyszczących (ProTechGuns), otrzymaliśmy trochę materiałów do testów, nie mogło tego oczywiście zabraknąć. Na kolejnych spotkaniach będzie okazja przeznaczyć podesłane zestawy jako nagrody w różnych konkurencjach (jak zawsze).

Obiecałem zdradzić mały sekret dotyczący czyszczenia Rogers&Spencera, gdzie wiele osób ma problem z wyjęciem sprężyny głównej. Prawdę mówiąc z zastosowaniem niekoszernej trytytki, rozwiązanie było bardzo proste

Teraz można spokojnie czyścić i składać broń szybko i bez problemów. Trytytkę rozcinamy dopiero po wyczyszczeniu i złożeniu broni. Nie ma prawie możliwości uszkodzenia jakiejkolwiek śruby czy innych elementów.

Używałem praktycznie tylko i wyłącznie śrubokręta znajdującego się w kluczu do kominków. Przyzwyczaiłem się do takiego rozwiązania bo ten klucz mam prawie zawsze przy sobie 🙂

A nawet po jednym strzelaniu było co czyścić. Więc twierdzenie że tam nic się nie zbiera jest błędne. Ale oczywiście nie jest to wymagane i obowiązkowe. Dużo osób twierdzi że przez to szybciej zużywają się śruby (co zresztą jest prawdą, jeśli nie robimy tego ostrożnie i delikatnie). Wolę jednak kupić nowy zestaw śrub czy tylko te które ulegną uszkodzeniu niż dopuścić do zaniedbania znacznie droższych elementów.

Nie polecam jedzenia podczas czyszczenia, chyba że przy użyciu tak niebezpiecznych narzędzi jak widelec. Jedzenie w dziwny sposób potrafi zmienić smak 😉

Po zakończeniu i nasmarowaniu, broń wygląda jak nowa czterdziestoletnia …

Całe czyszczenie przebiegło bez użycia wody, dlatego zostało użytego więcej niż zazwyczaj środka czyszczącego. Jest to o tyle wygodne, że nie trzeba przez to czyścić później łazienki. Mam nadzieję że cała prezentacja się podobała i będzie to początkiem systematycznych spotkań ‚czyszczących’ miłośników broni czarnoprochowej. Osoby początkujące jak zobaczyły rozebraną broń na części pierwsze z niedowierzaniem patrzały na to wszystko i wątpiły w możliwość poskładania tego w jedną działającą całość. Ale nie ma się czym przejmować, to wszystko przyjdzie wraz z czasem i ilością dokonanych czyszczeń.

Można oczywiście wyczyścić broń bez użycia różnego rodzaju środków (kiedyś takich nie było), używało się wody, mydła czy łoju zwierzęcego. Wygoda jednak w moim przypadku zwycięża.

Jedyne szkody jakie powstały to dosyć brudna skóra, która zabezpieczała stoły przed zniszczeniem.

Więc przestrzegam przed czyszczeniem broni w miejscach, gdzie później będzie ciężko usunąć zabrudzenia ze smarów i nagaru. Oczywiście powinniśmy to robić także w ubraniach, które nie będą zbyt wyjściowe i najlepiej w ciemnych kolorach.


W treści użyte zostały materiały udostępnione przez firmę ProTechGuns. Zgodnie z naszą tradycją, znaczna część tych środków zostanie rozdana na strzelnicach podczas różnego rodzaju konkursów jako nagrody. Będziemy jeszcze testować zastosowanie w przypadku innych rodzajów broni, ale to temat na osobny artykuł.