Odlewanie ołowiu po przerwie

W końcu się udało spotkać całej ekipie blackpowder.pl w komplecie. Nie ma co ukrywać – czas spędzony na odlewaniu kul i pocisków, to czas spędzony przyjemnie i w doborowym towarzystwie. Nawet jak trzeba było sobie poprzypominać systemy mocowania, działania oraz podgrzewania. Najważniejsze jest jednak w tym wszystkim to – w jakim stanie pozostawiamy całość po ostatnim odlewaniu. Jeżeli nie wyczyścimy sprzętu wcześniej, spędzimy go znacznie więcej teraz.

Na wstępie polecam oczywiście zapoznać się z wcześniejszymi artykułami na ten temat:

Chociaż cały proces nie jest trudny to zdecydowanie nie polecamy go osobom dopiero rozpoczynającym przygodę ze strzelectwem czarnoprochowym. Ciężko określić kiedy całość wyposażenia się zwróci – to najczęściej zadawane pytanie. Wpływ na to ma kilka okoliczności. Za ile kupimy kokilie (od 100, 200 zł do ponad tysiąca). Teraz cała reszta – piecyk (czy to elektryczny, czy ogrzewany w inny sposób – ponownie od 100 zł w górę). Ceny ołowiu – tutaj nie polecamy złomu ani pozyskiwanych z akumulatorów – twardość i jakość pozostawia wiele do życzenia. Kolejna sprawa – jeżeli posiadamy więcej niż jeden kaliber – kolejne kokilie. Na początek polecamy zakup ołowiu z dobrego źródła i legalnego źródła, czyli sklep i około 40 zł za 100 sztuk (.36 czy też .44). Jeżeli komuś się nie spodoba CP, to później jest problem ze sprzedaniem wyposażenia po cenach zakupu. Jak zaczniesz strzelać i okaże się, że w ciągu miesiąca wystrzeliłeś ponad 1000 kul – to czas zacząć się zastanawiać nad odlewaniem własnym.

Oczywiście można iść bardzo budżetowo – gdzie całość kosztów to praktycznie tylko łyżka do ołowiu i kokilia. Ołów pozyskiwany własnoręcznie z kulochwytów czy też innych miejsc oraz podgrzewany na ognisku czy też kuchence turystycznej. Takie rozwiązanie raczej będzie przydatne w warunkach raczej surwiwalowych a nie w zaciszu domu.

Ale wracając do dzisiejszego spotkania – powyżej mały zestaw kokili od podstawowych .36 i .44 poprzez znacznie ‚dziwniejsze’ Sharps, HH i jeszcze inne kalibry, które są w naszym posiadaniu.

Nasza sprzęt do odlewania wygląda następująco:

Maleństwo do pozyskiwania czystego (w miarę) ołowiu – bo jednak zawór dużego nie toleruje ‚syfu’ – ale za to znacznie ułatwia odlewanie. Po zebraniu zanieczyszczeń, przelewamy ołów do form:

Które później są już topione w dużym kociołku:

I po uzyskaniu odpowiedniej temperatury rozlewane do kokili:

Staramy się zabezpieczyć jak najbardziej, poprzez używanie rękawic, okularów ochronnych i masek (z odpowiednimi filtrami):

Pomieszczenie jest bardzo dobrze wietrzone (w tym mechaniczny wyciąg powietrza).

Efektem końcowym są w kule i pociski, które podlegają rygorystycznej, organoleptycznej kontroli komisji, która podejmuje decyzję co ponownie leci do przetopienia.

Poprawne odlewanie uzyskamy dopiero kiedy ołów i kokilia będą miały odpowiednią temperaturę – co nie jest takie proste do uzyskania. Kokilia leży przeważnie w ogniu lub nad kociołkiem – ale dopiero napełnianie jej ołowiem powoduje że zaczyna spełniać nasze ‚wyśrubowane’ wymagania.

Wszystkie nadlewki czy też odrzuty z produkcji lądują ponownie w środku, nic się nie marnuje. Obecnie całość jest dla nas bardziej zabawą i formą spędzania czasu niż faktycznej produkcji – i tak wszystko idzie na potrzeby własne. Całość zakupów i testów jest bardziej spowodowana tym, że ciężko o czymś pisać i rozmawiać, jeśli się samemu tego nie wykonuje. Staramy się sprawdzać samodzielnie i poprzez własne doświadczenia – pomagać innym.

Średnio nam wychodzi że z 1 kg ołowiu odlewamy około 100 kul (.454), pociski – zależnie od wagi.

Nie opisuję tutaj całego procesu – był on opisywany już we wcześniejszych artykułach. Natomiast jeżeli masz ekipę z którą strzelasz – to może warto zainteresować się też wspólnym spędzaniem czasu na takich ‚ołówparty’. To jest bardziej spotkanie towarzyskie, gdzie każdy może pomieszać ołów (ciekawe uczucie), odlać kule, pociski. Nauczyć się posługiwać sprzętem, nabrać doświadczenia pod okiem bardziej doświadczonych kolegów. Nie ma nic przyjemniejszego w strzelaniu, niż strzelanie kulami – które odlewamy własnoręcznie. Mamy wpływ nie tylko na kształt ale także na twardość (poprzez dodawanie cyny) na polerowaniu, obtaczaniu kończąc.