Wypad sobotni – Siemianowice 2019.12.07

Wyszło to dziś przypadkowo, choć przygotowany na to byłem w pełni. No dobra, nie całkowicie – brakło prochu. Może tym razem, mały poradnik dla początkujących – co na takie strzelanie warto mieć ze sobą. Tym bardziej, że pogoda coraz ‚gorsza’ – choć dla strzelców CP to nie przeszkoda.

Zacznijmy od tego że zima powoduje drastyczną zmianę w dostępności strzelnic. Praktycznie wszystkie ‚otwarte’ stają się w pełni dostępne dla strzelców czarnoprochowych, jednocześnie powodując że strzelnice ‚kryte’ są okupowane przez centralny zapłon.
Odpowiednio przygotowując się do strzelania, jesteśmy w stanie bez problemów wszystko obsługiwać w rękawiczkach. W zimniejsze dni i bardzo niską temperaturę – warto mieć dodatkowo przygotowane ogrzewacze do rąk (byle bez ognia). Dla początkujących polecam artykuł sprzed 4 lat – nadal aktualny. Choć do końca roku mam zamiar poprawić i zaktualizować wszystkie artykuły na stronie – ceny też się już pozmieniały.

moje stanowisko

Zacznijmy od niezbędnego zimowego wyposażenia:
broń (przeważnie rewolwer, choć widziałem już pistolety na start)
klucz do kominków (warto sprawdzić czy da się odkręcić wszystkie kominki – preferuję gotowy z śrubokrętem)
proch i kaszka w fiolkach/probówkach Eppendorf 1,5ml (ilości dobieramy indywidualnie – przeważnie po 15 grain/1 gram)
kule (zgodnie z kalibrem – w przypadku rewolwerów – nadkalibrowe)
rękawiczki (używam przeważnie takich z Castoramy lub Mechanix)
kapiszony (tak, tutaj zdecydowanie polecam kapiszonownik – ale UWAGA – ślimakowy NIE PASUJE do Remingtona)
okulary ochronne i coś do ochrony słuchu (naprawdę się przydaje)
multitool (no dobra, nóż i śrubokręt – choć wielokrotnie kombinerki też mi się przydawały)

Przygotowanie ‚zimowego stanowiska’ to przede wszystkim obsługa wszystkiego w rękawiczkach. Dobre buty to podstawa – jednak godzina czy dwie, spędzone w bezruchu potrafią dać wycisk. Oczywiście przewidywanie większego wiatru, zacinającego śniegu/deszczu – to wszystko ma wpływ na to, jak będziemy organizowali sobie stanowisko robocze. Każdy element powinien być zabezpieczony przed ucieczką i w przypadku prochu/kapiszonów – dodatkowo zabezpieczony przed wodą/deszczem/śniegiem – dlatego Eppendorf oraz kapiszonownik.

Cała reszta to już zimowa przygoda. Dziś miałem wyśmienite warunki – temperatura dodatnie, zero wiatru i … innych strzelców. Mogłem podchodzić do tarczy po każdym strzelaniu bez oczekiwania na innych. Tutaj zwracam uwagę do początkujących – pamiętaj – przeważnie NIE JESTEŚ SAM, musisz dostosować się do POLECEŃ prowadzącego strzelanie. To on bierze na siebie odpowiedzialność za bezpieczeństwo na osiach.

pierwsza tarcza od dłuższego czasu

Jak na broń, która jest tarczowa i osoby dobrze strzelające nigdy nie wychodzą poza czarne, dla mnie było całkiem nieźle. Ale natychmiast wychodzi brak systematycznych ćwiczeń z utrzymaniem broni oraz oczywiście strzelania. Wyszły też przy okazji braki w wyposażeniu – kule, kapiszony oraz za mało prochu w fiolkach i ‚zapomniana’ prochownica oraz kapiszonownik – wyszło to dopiero na miejscu, więc wniosek jest jedne – pakujemy się w domu, sprawdzając czy na pewno wszystko mamy.

Początkujący też powinni zwrócić uwagę, że w zimie inaczej zachowują się smary oraz środki czyszczące. Specjalnie nie poruszam tematu smaru – przy dużych temperaturach ujemnych, praktycznie nic co nie jest smarem technicznym nie spełnia swojego zadania (znając życie, tutaj będzie dyskusja – zapraszam na grupę lub forum, chętnie poprawię artykuł). Tutaj całkiem niezła dyskusja na ten temat.

Broń się brudzi, zacina – wszystko jest do ogarnięcia, natomiast wykonanie tego wszystkiego w rękawiczkach jest już wyzwaniem. Dziś z uwagi na dobrą temperaturę, zakładanie kapiszonów ręcznie nie było problemem, ale wiem dobrze że przy ujemnej temperaturze jest to prawie nierealne. Pamiętajmy też, że strzelanie ma być przyjemnością i formą spędzania czasu, więc jak nie trafiacie w tarczę to tylko lepiej – jest po prostu co poprawiać. U mnie po zakończeniu strzelania tarcza wyglądała tak:

zero rewelacji

Przeważnie trafiałem, choć testy z naważkami nie pomagały w celowaniu. Oczywiście musiałem użyć też pocisków – problemów co niemiara, dlatego preferuję zwykłe, piękne i bezproblemowe kule.

stanowisko na koniec

Wszystko na koniec ląduje w torbie i można się zbierać do domu.

na dziś koniec

Pojawiły się pytania dotyczące broni jakiej używałem – jest to Rogers & Spencer KONIG – niemiecka produkcja, jeśli się nie mylę ’73 rok – typowa broń tarczowa, gwint progresywny itd. ale to już temat na całkiem osobny artykuł.

Nie zapominajmy natomiast, aby po strzelaniu jednak jak najszybciej broń umyć i osuszyć. Kiedyś zastanawiałem się, po co polewać na koniec całą broń wrzątkiem – to proste, metal mocno się nagrzewa a nagrzany – suszy się natychmiast sam. Pozostaje wtedy tylko nasmarowanie (jak ostygnie) i naoliwienie całości. Broń, jeżeli o nią nie będziemy dbali bardzo szybko zostanie ogarnięta przez rdzę i będzie wymagała znacznie więcej pracy aby móc z niej ponownie strzelać.

przygotowanie do czyszczenia

Samo czyszczenie i pielęgnacja to przyjemność, trwająca nierzadko ponad godzinę na jeden rewolwer. Ostatnio rozbieram przeważnie do takiego stanu jak widać na zdjęciu powyżej. Bez rozkręcania na części pierwsze, choć co jakiś czas i tak to robię. Po pierwsze – możemy dokładnie oczyścić całą broń, po drugie – uczymy się jak wygląda mechanika i wszystkie części, po trzecie jesteśmy w stanie sprawdzić faktyczny stan broni i naprawić/wymienić uszkodzone elementy.

No i na sam koniec, po myciu, czyszczeniu samej broni – doprowadzamy nasz zestaw wyjściowy do takiego stanu, aby móc w każdej chwili wyjść na strzelnicę. Oczywiście mamy na względzie wszystkie braki jakie nas zastały ostatnio – więc wiem, że teraz należy zamówić kule, kapiszony oraz spakować kapiszonownik i prochownicę. Tak to już jest, kiedy ma się więcej niż jeden zestaw – ale tutaj już kolejny artykuł w przygotowaniu.