XXI Czarnoprochowe Mistrzostwa Polski 2026: Starachowice, wyniki i medaliści

Puchar XXI Czarnoprochowych Mistrzostw Polski 2026 w Starachowicach
Puchar dla zwycięzcy — tak pachniał proch w Starachowicach, 4–6 września 2026.

Jeszcze pachnie prochem — w dosłownym sensie. Bo XXI Czarnoprochowe Mistrzostwa Polski, które w dniach 4–6 września 2026 rozegrano na strzelnicy Klubu Sportowego Świt w Starachowicach, właśnie zostały oficjalnie certyfikowane, a wyniki opublikował Polski Związek Strzelectwa Sportowego. Dla nas, czarnoprochowców, to jeden z tych weekendów, po których trzeba się po prostu uspokoić, bo za dużo się dzieje naraz. I za dużo się trafia.

W tym artykule zbieram w jednym miejscu to, co najważniejsze: pełną listę konkurencji, zwycięzców w każdej z nich, kilku zawodników, którzy tego weekendu robili różnicę, oraz kalendarz kolejnych rund Pucharu Polski CP na 2026 rok. Wszystko na chłodno, ale z szacunkiem dla tych, którzy w słońcu i z dymem na rękawach strzelali po sto metrów karabinem kapiszonowym. Bo to nie jest sport dla słabych.

Skala mistrzostw: 18 konkurencji, trzy dystanse, pełen wachlarz broni

Zawody rozegrano na strzelnicy KS Świt Starachowice, zgodnie z regulaminem PZSS i z certyfikacją MLAIC. Sędzią głównym był Adam Gregorczyk, a na strzelnicach 25, 50 i 100 metrów czuwali m.in. Małgorzata Wadowska i Karol Kopeć. Do rywalizacji stanęli zawodnicy z klubów z całej Polski — od ZKS Warszawa przez LOK, Świt, ARDEA Gdańsk, LEGIA Warszawa, DZIESIĄTKA Lublin, STRZELEC Zielona Góra, PSSW Łódź, VIS Zamość, EXPERT Jaworzno, ZIEMIA CHEŁMIŃSKA Toruń, JASTRZĄB Elizówka, SWKS Warka, AMATOR Wrocław, LOK Bochnia, LOK Olkusz, LOK Myszków, ZSD Kraków, ALFA Będzin i ALFA Siemianowice Śląskie. A na liście startowej pojawili się też strzelcy z Szwecji i Niemiec, startujący w kategorii PK (poza konkurencją).

Program obejmował aż 18 konkurencji na trzech dystansach: 25, 50 i 100 metrów. W grze były karabiny kapiszonowe, skałkowe i odtylcowe, pistolety jednostrzałowe, rewolwery kapiszonowe i — co mnie osobiście zawsze bawi — strzelba kapiszonowa na rzutki. Bo tak, w czarnoprochowym strzelectwie strzela się też na rzutki. I to strzelbą na proch. To właśnie ten rodzaj absurdalnej elegancji, który kocham w tym sporcie.

Dla początkujących: co w ogóle oznaczają te nazwy?

Jeśli dopiero zaczynasz przygodę z czarnoprochem, pewnie patrząc na listę konkurencji masz wrażenie, że ktoś wypił trochę za dużo i zaczął wymyślać nazwy z kapelusza. Nic bardziej mylnego — każda z tych konkurencji ma konkretne korzenie historyczne i odnosi się do prawdziwego modelu broni. Kilka z nich warto znać, bo to one budują charakter czarnoprochowego strzelectwa:

  • Maximilian (100 m) — karabin skałkowy wojskowy, 10 strzałów. Skałkowy, czyli najstarszy z typów zamków, w których iskrę dał kamień.
  • Vetterli (50 m) — karabin kapiszonowy, skałkowy lub lontowy, 10 strzałów. Nazwa pochodzi od słynnego szwajcarskiego karabinka Vetterli, który w XIX wieku był hitem na polach bitewnych.
  • Whitworth (100 m) — karabin kapiszonowy, skałkowski lub lontowy. Whitworth to brytyjski producent broni, którego gwintowana lufa była w swoim czasie rewolucją precyzji.
  • Sharps 50 / Sharps 100 — karabin kapiszonowy ładowany odtylcowo. Sharps to amerykańska legenda — jeden z pierwszych karabinów z zamkiem odtylcowym, który w swoim czasie wyprzedzał epokę.
  • Walkyrie (100 m) — konkurencja kobiet, karabin kapiszonowy, 10 strzałów. W tym roku triumfowała tu Zuzanna Rychlik z ALFA Będzin — o niej za chwilę.
  • Mariette (25 m) — rewolwer kapiszonowy. Nazwa na cześć francuskiego rewolweru, który był jednym z pierwszych wielostrzałowych broni na proch.
  • Donald Malson (50 m) — rewolwer kapiszonowy. Konkurencja, w której w tym roku najlepszy był Marek Pyszny z KS Świt Starachowice.
  • Cominazzo (25 m) — pistolet skałkowy gładkolufowy. Dla fanów czystej historii — skałkowy, gładki, krótki. Klasyka.
  • Kuchenreuter (25 m) — pistolet kapiszonowy jednostrzałowy gwintowany. Jedna kula, jeden strzał, zero marginu na błąd. W tej konkurencji 94 punkty (a to maksimum) podzielili sobie Maksym Żuków i Krzysztof Kuchnio.
  • Pułaski (50 m) — pistolet kapiszonowy jednostrzałowy gwintowany. Nazwa na cześć pułkownika Pułaskiego — bo i u nas, i w historii, broń krótka na proch to sprawa honoru.
  • Colt (25 m) — oryginalny rewolwer kapiszonowy. A skoro mowa o Coltach — tu nie ma miejsca na kopy. Tylko oryginał, albo bardzo wierna replika.
  • Remington — suma wyników z konkurencji Mariette i Donald Malson. Dla strzelców rewolwerów to w zasadzie „główny finał” sezonu rewolwerowego.
  • Lorenzoni — strzelba kapiszonowa na rzutki, 50 rzutków. Tak, strzelba na proch, ale rzutki. I to jest dokładnie taki moment, w którym nowicjusze przestają pytać, a zaczynają podziwiać.

System punktacji jest prosty: strzela się 10 strzałów, każdy oceniany na 10 punktów. Maksimum to 100. W konkurencjach pistoletowych, gdzie liczy się też precyzja grupy, dodatkowo mierzy się odległości (tzw. „mm”) — im ciaśniej, tym lepiej, gdy punkty się zgadzają.

Kto zdominował Starachowice? Kilku bohaterów weekendu

Wyniki są takie, że można by je czytać jak powieść sensacyjną — tyle tylko, że w finale nie ma pościgu, a strzał z 50 metrów karabinem kapiszonowym.

Marek Pyszny (KS Świt Starachowice) — gospodarz, który nie dał szans

Jeśli miałbym wskazać jednego zawodnika, który w Starachowicach po prostu był, to to on. Marek Pyszny wygrał Maximilian na 100 m z imponującym wynikiem 79 (przy 8 drugiego zawodnika — Roman Kiersnowskiego z ZKS Warszawa), a do tego dorzucił zwycięstwo w Vetterli na 50 m z 99 na 100 punktów — jeden strzał od perfekcji. W Donald Malson (50 m) wygrał z 82, a w klasyfikacji łącznej Remington (Mariette + Donald Malson) zajął pierwsze miejsce z 171 punktami. Do tego drugie miejsce w Pennsylvania (50 m, skałkowy) i drugie w Lamarmora (50 m). To jest bilans, który mówi wszystko: gospodarz turnieju, który przyjechał do domu, żeby wygrywać — i wygrał.

Zuzanna Rychlik (ALFA Będzin) — najlepsza kobieta mistrzostw

Zuzanna Rychlik była tego weekendu w niebywałej dyspozycji. Wygrała Minie na 100 m z 91 punktami, zostawiając za sobą Mirosława Dominasa (EXPERT Jaworzno) z 89, a w konkurencji kobiet — Walkyrie na 100 m — strzelała niemal perfekcyjnie: 95 punktów, z czego osiem strzałów po 10. To jest wynik, o którym inni zawodnicy mogą tylko pomarzyć. W Vetterli zajęła czwarte miejsce z 91, a w Whitworth (100 m) piąte z 86. Trudno o lepszą wizytówkę dla kobiecego czarnoprochowego strzelectwa.

Krzysztof Kuchnio (STRZELEC Zielona Góra) — król rewolwerów i skałków

Kuchnio wygrał Pennsylvania na 50 m (karabin skałkowy) z 89 punktami, a do tego triumfował w Colt na 25 m — w tej konkurencji startowało tylko dwóch zawodników, ale Kuchnio nie dał szans Rychlikowi (Mariuszowi), wygrywając 90:81. Do tego drugie miejsce w Mariette i drugie w Donald Malson. Strzelec, który równie dobrze czuje się przy skałku, co przy rewolwerze, to zjawisko — i Kuchnio to udowadnia.

Pozostali zwycięzcy konkurencji

  • Whitworth (100 m) — Agnieszka Kroczyak (PSSW Łódź), 95 pkt
  • Sharps 100 — Marek Błaszczak (EXPERT Jaworzno), 84 pkt (remis z Waldemarem Żuchowskim, ZIEMIA CHEŁMIŃSKA Toruń)
  • Sharps 50 — Michał Sieja (LOK Bochnia), 86 pkt
  • Lamarmora (50 m) — Tomasz Kroczyak (BK Wrocław), 92 pkt
  • Pułaski (50 m) — Mariusz Rychlik (ALFA Będzin), 82 pkt
  • Mariette (25 m) — Robert Wieczorek (SWKS Warka), 93 pkt
  • Cominazzo (25 m) — Robert Wieczorek (SWKS Warka), 86 pkt
  • Kuchenreuter (25 m) — Maksym Żuków (ZKS Warszawa) i Krzysztof Kuchnio (STRZELEC Zielona Góra), po 94 pkt
  • Miquelet (50 m) — Jarosław Kowalski (ZKS Warszawa), 79 pkt
  • Lorenzoni (rzutki) — Karol Łukasik (VIS Zamość), 24/50

Słowo o organizatorach i sędziach

Każdy, kto choć raz startował na czarnoprochowych zawodach, wie, że za pięknymi wynikami stoi ogrom pracy ludzi, których w ogóle nie widać. W Starachowicach sędzią głównym był Adam Gregorczyk (klasa P), a przewodniczącym komisji technicznej (RTS) Karol Kopeć (klasa P). Na strzelnicach 25 i 50 m czuwała Małgorzata Wadowska (klasa P), a na 100 m i na traperskiej strzelnicy — Karol Kopeć, Robert Piętowski (klasa II), Rafał Kot (klasa III) i Michał Świetlik (klasa II). Kontrolę broni i wyposażenia prowadzili Karol Kopeć (klasa I), Tomasz Kroczyak (klasa I) i Agnieszka Kroczyak (klasa II). Wyniki certyfikowali sędzia główny i przewodniczący RTS zgodnie z regulaminami PZSS i MLAIC. To jest dokładnie ten poziom profesjonalizmu, którego potrzebujemy, żeby czarnoprochowe strzelectwo w Polsce rosło — i rośnie.

Organizator i sponsorzy

Mistrzostwa zorganizował Klub Sportowy Świt Starachowice, który co roku udowadnia, że w Polsce można robić czarnoprochowe zawody na poziomie europejskim. Głównym sponsorem mistrzostw była firma SAGUARO ARMS, która ufundowała rewolwer jako nagrodę główną. Patronat medialny i nagrody rzeczowe dla medalistów zapewnili ponadto BRICKO MARCHÉ Lubliniec i lokalni sponsorzy. W zawodach startowali zawodnicy z kilkunastu klubów z całej Polski, a także goście z Szwecji i Niemiec, startujący w kategorii PK (poza konkurencją).

A co dalej? Kalendarz Pucharu Polski CP 2026

Bo mistrzostwa to tylko jeden punkt w całym sezonie. Puchar Polski Czarnoprochowy na 2026 rok ma w kalendarzu kilka kolejnych rund, które warto zapamiętać:

  • I runda „Wczesna Wiosna 2026″ — 21 marca, ZKS Warszawa — za nami
  • II runda — 25 kwietnia, Strzelnica Osówka k. Lublina — za nami
  • III runda „Memoriał Huberta Sandera 2026″ — 16 maja, ZKS Warszawa — za nami
  • IV runda „Złoty Niedźwiadek” — 20 czerwca, Strzelnica Łowęcice k. Wrocławia — za nami
  • Finał Pucharu Polski CP — 23–25 października, Starachowice
  • V runda „Późna Jesień 2026″ — 24 października, ZKS Warszawa

Zwróćcie uwagę na październik: finał w Starachowicach i piąta runda w Warszawie prawie się nakładają w czasie. To albo organizatorzy mają świetny plan, albo jeden z tych terminów jeszcze drgnie — a w czarnoprochowym świecie „jeszcze drgnie” to dosłownie to, co się dzieje z kalendarzem co sezon. Trzymam kciuki za październik, bo finał w Starachowicach zapowiada się jako prawdziwa wisienka na torcie sezonu.

Zakończenie: do zobaczenia na strzelnicy

XXI Czarnoprochowe Mistrzostwa Polski w Starachowicach to był taki weekend, po którym człowiek wraca do domu z dymem w włosach, prochem pod paznokciami i z poczuciem, że w tym sporcie jest coś, czego nie da się podrobić. Że można stać na 100 metrowej strzelnicy, patrzeć na czarną kulę lecącą ku tarczy i mieć pewność, że za chwilę usłyszy się „dym” — i że to jest dokładnie ten moment, w którym czarny proch przestaje być tylko chemicznym połączeniem saletry, węgla i siarki, a zaczyna być czymś więcej. Społecznością. Pasją. I bardzo konkretnym wynikiem na tablicy.

Dziękuję wszystkim, którzy byli — zawodnikom, sędziom, organizatorom, sponsorom i kibicom. Do zobaczenia na kolejnej rundzie. A jeśli jeszcze nie próbowałeś strzelać z czarnoprochowej broni — to jest właśnie ten moment, żeby w końcu to zrobić. Strzelnice otwarte, atmosfera bezcenna, a dym… dym zmyje się.

Źródła: oficjalne wyniki XXI Czarnoprochowych Mistrzostw Polski (PZSS, certyfikowane 04–06.09.2026, Starachowice), kalendarz Pucharu Polski CP 2026 (forum-bron.pl, t=219375), kalendarz MLAIC 2026 (mlaic.pl). Wyniki zweryfikowane na podstawie oficjalnego protokołu PZSS.

Czarny proch zżera twoją lufę? Oto jak czyszczenie chroni broń

Świetnie się strzelało, kapiszony chrząknęły, dym poszedł w powietrze — i na tym większość z nas kończy. Broń ląduje w torbie, a rano odkładamy ją na półkę do następnego razu. To błąd, który po miesiącu potrafi wyjść w postaci niebieskiej plamy na mosiężnej lufie albo „piorunach” na rylcu. Dlaczego czarny proch jest taki niebezpieczny dla stali i co dokładnie postrzelić, żeby broń przetrwała sezon? Odpowiadam konkretnie, bo to temat, który dzieli nas od amatorskiego „odpalenia”.

Czarny proch — co tak naprawdę leży w lufie po strzale

Czarny proch to najstarszy znany wybuchowy skład, mieszanka siarki, węgla drzewnego i saletry (azotan potasu). Proporcje, które znamy z każdej podręcznikowej receptury, to klasyczne 75% saletry, 10% siarki i 15% węgla — to tzw. „trójka alchemików”, która działała setki lat temu i działa dziś, gdy strzelasz z Pedersoliego albo z ruszniczkowej brytanii.

Czarny proch nie jest „wysokim wybuchem” — to tzw. wybuch niski, który deflagruje, czyli płonie szybko, ale poddźwiękowo. To dobra wiadomość dla twojej broni: proch nie detonuje w lufie z siłą, która by ją rozerwała, a zamiast tego spokojnie wypycha kulę. Ale tu pojawia się haczyk, o którym początkujący często zapominają.

Spalanie prochu zamienia mniej niż połowę jego masy w gazy — reszta zostaje jako drobny pył (sadza) i sole. Ta sadza osiada na ściankach lufy, w komorze nabojowej, na rylcu i w gnieździe kapiszonu. I właśnie ten osad, a nie sama stal, jest początkiem kłopotów.

Dlaczego sadza czarnego prochu zżera stal

Oto kluczowy moment, który warto zrozumieć raz na zawsze. Reszty spalonych składników prochu — głównie tlenku potasu (K2O) oraz tlenku sodu (Na2O), jeśli twój proch jest „sodowy” — są higroskopijne, czyli chłonią wilgoć z powietrza. Wystarczy kilka godzin w piwnicy, nocna rosa albo zwyczajna wilgoć, która panuje w Polsce od września do marca, a te sole przechodzą w wodorotlenek potasu (KOH) lub wodorotlenek sodu (NaOH).

I tu zaczynają się schody. Wodorotlenek potasu to żrący związek, który atakuje żelazo i stal, wywołując korozję. Nie jest to zwykła rdza w sensie estetycznym — to chemiczny atak, który zżera powierzchnię od wewnątrz. Dlatego po kilku dniach od strzelania możesz zobaczyć na lufie ciemne, niebieskawe plamy, a na rylcu charakterystyczne „pioruny”. To nie jest „patyna z lat” — to aktywna korozja, która jeśli zostaniesz zignorowana, przejdzie w perforację ścianki lufy.

Tu kończy się chemia i zaczyna praktyka. Złota zasada broni czarnoprochowej, powtarzana przez każdy klub rekonstrukcyjny i instruktaż producentów, brzmi: czyszczenie od razu po strzelaniu, najlepiej jeszcze gorącej lufy. Dlaczego? Bo im dłużej sadza leży w lufie, tym więcej wody z powietrza wiąże i tym mocniejszy żralka powstaje. Po 24 godzinach masz jeszcze czas, ale po 48 godzinach w wilgotne dni sadza już zaczyna robić swoje.

Praktyka: jak czyszczenie czarnoprochówki naprawdę wygląda

Krok 1: wyjmij resztki prochu i kapiszonu

Zacznij od podstawowego — lufa musi być pusta. Jeśli strzelałeś z ładowaną odprzodowo broń, wypchnij ewentualny resztkowy proch i kulę przez lufę (najlepiej suchym kawałkiem skóry na sztywnym drucie, albo po prostu sprężonym powietrzem, jeśli masz takie pod ręką). Jeśli to ładowana odprzodowa z zamkiem kapiszonowym, sprawdź, czy w gnieździe nie został kapiszon — to częsty błąd, bo „zapominamy” o nim po ostatnim strzale.

Krok 2: rozpuść sadzę w oleju lub wodzie

Teraz najważniejsze: sadza musi zniknąć z powierzchni stali, zanim zwiąże wodę. Masz dwie sprawdzone drogi:

Metoda olejowa (najpopularniejsza w klubach): nałóż na czysty drucik z płótnem cienką warstwę oleju do broni (najlepiej olej do broni czarnoprochowej, np. na bazie mineralnej) i przetarcie lufę od wylotu do komory, a potem jeszcze raz na odwrót. Olej penetruje sadzę, rozpuszcza ją i jednocześnie zostawia cienką warstwę ochronną, która blokuje dostęp wilgoci do stali. To dokładnie ten sam mechanizm, który stosują konserwatorzy przy broni z XVIII wieku — tylko my robimy to szybciej.

Metoda wodna (gdy lufa jest mocno osadzona): jeśli po strzelaniu lufa jest czarno od sadzy i olej nie daje rady, przepłucz ją ciepłą wodą z odrobiną mydła. Woda rozpuści związki potasu i sodu, które są w sadzy, a potem — i to jest kluczowe — natychmiast osusz lufę i nałóż świeży olej. Zostawienie mokrej lufy bez oleju to dokładnie to, czego nie chcemy, bo woda sama w sobie przyspiesza korozję stali.

Krok 3: rylec, gniezdo kapiszonu i komora — miejsca, o których zapominasz

Lufa to nie wszystko. Sadza osiada też na rylcu (tym płaskim „jeżyku” w zamku, który przenosi iskrę), w gnieździe kapiszonu i w komorze nabojowej. Te miejsca są trudniej dostępne niż lufa, ale to właśnie tam korozja często zaczyna się najpierw, bo sadza zalega w szczelinach, do których nie dociera olej z lufy.

Przetarcie ryglu i gniazda kapiszonu suchym płótnem, a potem cienką warstwą oleju, zajmuje dwie minuty i chroni cię przed problemem, który naprawia się dopiero w warsztacie. Warto też zajrzeć do zamka — jeśli masz broń z zamkiem kapiszonowym (typu flintlock lub perkusyjny), sadza i pył z prochu zalegają w mechanizmie i mogą z czasem powodować zacięcia. Przetarcie i naolejenie ruchomych części to standard, który powinien być tak samo oczywisty jak odłożenie broni po strzale.

Czego unikać — błędy początkujących, które zżerają broń

Zostawianie broni „do rana”. To najczęstszy błąd, szczególnie gdy strzelasz wieczorem i rano „jeszcze się tym zajmę”. Rano możesz zastać na lufie niebieską patynę, a na rylcu pierwsze „pioruny”. Po strzelaniu broń powinna iść na czyszczenie — nie na półkę.

Używanie „zwykłego” oleju do broni z prochu bezbarwnego. To nie jest błąd krytyczny, ale olej do broni bezbarwnego (np. do karabinków z prochu bezbarwnego) bywa lżejszy i słabiej chroni przed korozją niż olej do broni czarnoprochowej. Jeśli strzelasz dużo z czarnego prochu, zaopatrz się w olej z dodatkiem inhibitorów korozji.

Przechowywanie w wilgotnym miejscu bez krzemianu glinowca (silikagelu). Broń czarnoprochowa nie powinna stać w piwnicy, w garażu ani na strychu bez osłony przed wilgocią. Najlepiej przechowuj ją w szafie z krzemianem glinowca (silikagel, te niebieskie kuleczki z torebek), które pochłaniają wilgoć i utrzymują powietrze w pudele suchym. To proste, tanie i skuteczne — dokładnie ten sam mechanizm, który stosują muzea przy przechowywaniu broni z XVIII wieku.

Dlaczego to ważne nie tylko dla twojej broni

Czarny proch był przez stulecia standardem wojskowym — od bitew napoleońskich, przez powstanie listopadowe, aż po wojnę secesyjną w USA. I przez te wszystkie stulecia strzelcy, oficerowie i artylerzyści zmagali się z tym samym problemem, z którym zmaga się dziś ty na strzelnicy: sadza, która je stal. Żadna z tych armii nie miała oleju do broni z inhibitorami korozji — mieli oliwę, smołę i „nie zostawiaj broni na noc”. To nie jest wymysł współczesnej instrukcji. To jest praktyka, którą wypracowali ludzie, którzy chcieli, żeby ich broń przetrwała.

Jeśli strzelasz w klubie rekonstrukcyjnym, pamiętaj, że konserwacja to nie tylko sprawa estetyki. Broń z dobrze pielęgnowaną lufą strzela precyzyjniej, bo sadza w lufie zmienia ciśnienie i tor lotu kuli. A broń z lufą zżartą przez korozję? To już nie jest kwestia punktu na tarczy — to kwestia tego, czy lufa w ogóle wytrzyma następny strzał.

Podsumowanie — złote zasady, które zapamiętasz

1. Czarny proch zostawia sadzę, która jest higroskopijna — wiąże wodę i tworzy żrące związki potasu i sodu.

2. Czyszczenie od razu po strzelaniu, najlepiej jeszcze gorącej lufy, to najlepsza ochrona. Po 24–48 godzinach w wilgotne dni jest już za późno.

3. Olej do broni czarnoprochowej z inhibitorami korozji to nie luksus, to standard. Przetarcie lufy, ryglu i gniazda kapiszonu zajmuje dwie minuty.

4. Przechowuj broń w suchym miejscu, najlepiej z krzemianem glinowca. Piwnica, garaż i strych to nie jest dobre miejsce na czarnoprochówkę.

5. Jeśli zobaczysz niebieskie plamy albo „pioruny” na rylcu — to nie jest „patyna z lat”, to aktywna korozja. Zadbaj o to od razu, zanim przejdzie w perforację ścianki lufy.

Jeśli masz swoje sprawdzone metody czyszczenia czarnoprochówki albo chcesz podzielić się historią, jak twoja broń przetrwała sezon bez korozji, napisz w komentarzu — chętnie posłucham, co działa u was w klubie. A jeśli dopiero zaczynasz przygodę z czarnoprochówką i chcesz zobaczyć, jak to działa w praktyce, zajrzyj do najbliższego klubu strzeleckiego albo na lokalną strzelnicę — tam, gdzie strzelają z czarnego prochu, ktoś ci to pokaże. I pamiętaj: broń, którą kochasz, to ta, którą czyścisz.

Promocja

Otrzymaliśmy ciekawą propozycję, skierowaną do kupujących w sklepie Pentagon.pl – każda osoba, podająca tajne hasło ’blackpowder.pl’ otrzyma 5% zniżki na akcesoria dla naszych czarnoprochowców. Promocja skierowana jest także dla osób kupujących przez Internet jaki i stacjonarnie. Nie musisz już jechać do innego miasta aby kupić coś troszkę taniej. Niestety zniżka nie obejmuje zakupu samej broni i jej elementów, ale przy tej ilości jaką zużywamy akcesoriów wszyscy przy strzelaniu, propozycja firmy jest jak najbardziej ciekawa. Dosyć często można nas samych tam spotkać, podczas zakupów i przy nowych dostawach, kiedy z przyjemnością sprawdzamy co ciekawego tym razem przyszło …

Własny kapiszonownik

wlasny_kapiszonownik_2 Odwieczny problem Remington’a – kapiszonownik ślimakowy nie pasuje a pozostałe są mało pojemne. Pozostała tylko jedna dobra decyzja – tworzymy własny kapiszonownik lub coś, co nam pozwoli go zastąpić. Cały czas myślałem nad zastosowaniem innych rozwiązań. Kilka osób z grupy Strzelctwo Czarnoprochowe, podesłało własne rozwiązania tego problemu. Co prawda wszystko co miały zostać wymyślone – zostało już zaprezentowane przez wieki użytkowania broni czarnoprohwej, ale nowe zastosowanie obecnie używanych i dostępnych materiałów potrafi niejednokrotnie zaskoczyć. Read more „Własny kapiszonownik”

Jaki kupić kapiszonownik

Temat jest jednym z ważniejszych nie tylko przy strzelaniu zimowym, ale także przy częstych wizytach na strzelnicy. Broń kapiszonowa, ma to do siebie, że w jakiś sposób należy ten kapiszon nałożyć na kominek. Jednym z najpopularniejszych sposobów jest nakładanie ręczne. Nie nastręcza to większych problemów jeżeli nie używamy rękawiczek, ręce mamy szczupłe i nie obawiamy się pobrudzenia. Kiedy przychodzi zima, zakup kapiszonownika staje się palącą, wręcz gorącą, potrzebą. Przy temperaturze ujemnej, nakładanie zgrabiałymi dłońmi kapiszon, nie należy do czynności prostych, ani przyjemnych. Read more „Jaki kupić kapiszonownik”